SVFFER – Lies We Live (Per Koro Records/Vendetta)

Svffer to takie muzyczne koty, co jeszcze mleko pod nosem mają i bałaganu potrafią narobić co nie miara. Młodzi, zdolni, a przy tym nieznośnie bezpardonowi. 24 minuty nowożytnego łoskotu w klimatach grind/powerviolence wystarczy by o ludziach z Svffer zrobiło się głośno.

Nie jest to typowa kapela, nie jest to również odkrycie roku, to jeden z tych przedstawicieli, których dobrze posłuchać jadąc autobusem i dobrze powychodzić z siebie pod sceną przy rytmach ich muzyki. Nawet, jeżeli te wszystkie stosowane przez grupę patenty słyszeliśmy dziesiątki razy, to jakoś w tym wydaniu brzmią nader świeżo i oryginalnie. Jest przy czym potupać nogą („Arrows”), trochę odsapnąć („Insomnia”), ale także znajdą się chwile gdy nie jesteśmy w stanie zapanować nad zgotowaną sytuacją (choćby startowy „Venom”). Taki schemat powiela się wielokrotnie, a towarzyszy mu wpadająca w ucho melodia. No i oczywiście sprawa najciekawsza, obok której nie da się przejść obojętnie – wokal, a dokładniej wokalistka robi dobrą robotę; umiejętność zdzierania gardła stoi na profesjonalnym poziomie. Kolejna ciekawostka to okładka, której wykonanie zostało powierzone niezwykle utalentowanemu Polakowi – Szymonowi Siechowi. Drogą dedukcji i w myśl oceniania płyty po okładce stwierdzam, że oba przekazy uzupełniają się znakomicie.svffer2

W dzisiejszych czasach, kiedy to trend na poczernianie gatunków core’owych powoli zaczyna szczypać w uszy, Svffer staje się pozytywną alternatywą. Melodie, choć wydane w agresywnym opakowaniu, przepełnia optymistyczna aura, co czasem lepiej i rzetelniej oddaje charakter przekazywanej treści, nawet, jeżeli teksty dotyczą narzekania na realia niesprawiedliwego świata. Przyjemne to słuchowisko, ale i grindcore’owo nieznośne, krótko i konkretnie, słodkie, a zrazem kwaśne.

Adam Piętak

Cztery