SUFFOCATION – …Of Dark Light (Nuclear Blast)

I oto, po trzech latach, na rynku wydawniczym znowu zagościło dzieło Suffocation. A właściwie, to zagości. Wszakże premiera dopiero w czerwcu. Ale czy to coś zmienia? Amerykańscy wizjonerzy brutal death metalu zakończyli wojowanie muzycznego świata w okolicach “Pierced from Within”, czyli 22 lata temu. Nie próbuję przez to przekazać, że ekipa Mullena odstawia jakąś popelinę dla niedzielnych deathmetalowców. Wręcz przeciwnie, Amerykanie wciąż trzymają dosyć wysoki poziom. Rzecz w tym, że grupa stoi w miejscu i od poreaktywacyjnego “Souls to Deny” swobodnie miesza elementy wypracowane na trzech pierwszych albumach, zamiast wymyślać proch na nowo. Czy to źle? Odpowiem dość wymijająco: zależy.

W przypadku Suffocation nie stanowi to zbyt wielkiej wady, tak jak już wcześniej wspomniałem. Z drugiej strony, nie dziwię się im specjalnie: odkrywać na nowo tak radykalną niszę, jak brutalny death metal to nie lada wyzwanie. Uważam też, że potrzebne bohaterom tego tekstu tak bardzo, jak statystycznemu Polakowi dodatkowy powód do narzekań. No, bo w jaki sposób zrewolucjonizować death metal, bez popadania w groteskę? Na szczęście, Suffocation ten problem nie dotyczy, a “…of the Dark Light” świetnie to potwierdza. Na najnowszym studyjnym krążku panowie dudnią tak, jak mielili lat temu 26, 24 i 22. Wszystko po staremu. Czyli jak? Ano tak, że sympatyczny Terrance Hobbs wytrwale mieli gruz za pomocą riffów szybkich i nieprzyzwoicie technicznych. Prócz tego ma w swym arsenale paletę chorobliwych wręcz zwolnień, bez których muzyka Suffocation byłaby po stokroć uboższa. Wystarczy zawiesić ucho na “Your Last Breath”. Fakt, wręcz wirtuozerskie zapędy muzyków mogą robić wrażenie, ale dopiero od niemal doom metalowego zwrotu akcji w połowie utworu sprawy przybierają poważny wymiar. W końcu jak bić, to mocno albo wcale. Podobnie sprawa ma się z “The Violation” – książkowym ciosem zadanym w typowym dla zespołu stylu. Szybkie tempa harcują naprzemiennie z riffowymi kobyłami o znacznie wyraźniejszych strukturach, a do tego wszystkiego wtrącono melodyjną solówkę. Również w sposób dla formacji oczywisty.Suffocation

Pozostałe elementy na “…of the Dark Light” również mają się wybornie. Frank Mullen swoim rykiem ponownie przeczyszcza wszystkie studzienki kanalizacyjne w zasięgu kilkunastu kilometrów, a nowy perkusista kapeli, Eric Morotti, imituje w sposób godny pochwały siermiężny styl gry Mike’a Smitha. Godny pochwały, bo łupie zarówno w zgodzie nowoczesnymi prawidłami grania na perkusji w ekstremalnym metalu, a dodatkowo, na kanwie wspomnianego wcześniej bębniarza, kreuje własny styl. Podejrzewam, że wykiełkuje on w tempie równie szybkim, co riffy Hobbsa. Jedynym poważniejszym mankamentem “…of the Dark Light” jest nazbyt wypolerowane brzmienie. Aż się prosi o to, by perkusja huczała i dudniła, zamiast koić sterylnym beatem. Podobnie zresztą sprawa wygląda z gitarami. Panowie, gdzie ta siarka?!

Mimo to, najnowsza propozycja Suffocation jest zdecydowanie godna polecenia. Nie tylko dla szalikowców zespołu, ale i wszystkich fanów death metalu. Oczywiście, w tych skrajnie brutalnych formach.

Łukasz Brzozowski 

Cztery