STORIES – The Youth To Become (Rise Records)

Zaczynali jako deathcore’owa ekipa, która z miejsca namieszała nie tylko na australijskiej scenie. Dzięki doskonałemu balansowi pomiędzy technicznymi zapędami, a brutalnością i umiejętnie wplataną melodyką Stories szybko dostrzegli włodarze zagranicznych wytwórni. Krótko, wyszli poza antypody i wkupili się w łaski amerykańskiego rynku. Stało się, mają szansę być wielcy.

Co prawda label, pod którego skrzydła wpadli, nie jest jakoś szczególnie poważanym, ale dzięki szerokiej dystrybucji i świetnym agentom PR, nawet gdyby niefortunnie wydali słabsze wydawnictwo, i tak będzie o nich głośno. Powodem, dla którego liczę na to, że tak będzie, jest debiutancki album, który długo będzie rzutować na ich karierze. Panowie odeszli od deathcore’a na rzecz melodyjnego i zahaczającego o post-rock post-hardcore’a, co mam nadzieję, nie jest zabiegiem wyłącznie marketingowym. Zresztą, nawet jeśli tak, to „The Youth To Become” to rzecz niebywale dojrzała, chwytliwa i kusząca nośnością.Stories band
Oczywiście, panowie nie zrezygnowali z agresywnego oblicza na rzecz popytu wśród nastolatków. Zmieniły się środki wyrazu, ale pierwotna dezaprobata otaczającego świata pozostała ta sama. Chwała im za to, bo jest się na co oburzać, a w połączeniu z całkiem pokaźnymi umiejętnościami i technicznymi smaczkami, debiut Stories jawi się jako jedna z lepszych tegorocznych pozycji w obrębie gatunku. Na szczególną uwagę zasługują wokale, z czego najbardziej przypadły mi cleany, o których wcześniej w przypadku tego zespołu można było tylko marzyć. Masywna produkcja i trzymanie się etykietki deathcore’owego walca nie pozwalała na takie eksperymenty. Teraz, kiedy zespół okrzepł i poszedł w stronę kolegów z Dream On, Dreamer mogą, wprowadzić do swojej muzyki wcześniej nieobecne elementy z naciskiem na bardzo melodyjny posmak i mariaż z ambientem.
Jedyny mankament obecnego Stories to odrobinę zbyt zachowawcze trzymanie się nowej konwencji. Brakuje tu szaleństwa, tego pieprzenięcia, które cechowało debiutancką ep-kę. Zespół nie stoi w miejscu i idzie dalej. Czas pokaże czy aby na pewno jest to właściwy kierunek, ale póki co, choć nie czuję się, brzydko mówiąc, sponiewierany, dalej mocno im kibicuję.
 
Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy i pół