SPHERE – Homo Hereticus (Masterful Rec.)

Darwin, gdyby o tym wiedział, przewróciłby się pewnie w grobie. Zdarzyła się bowiem rzecz wprost niesłychana – w roku 2011, w Warszawie, odnaleziono nieznane dotychczas ogniwo ewolucji gatunku ludzkiego. Niektórzy naukowcy podejrzewali jego istnienie lecz dopiero teraz wszyscy będą mogli przekonać się o tym na własnej skórze. 10-go lutego zostanie pokazany światu Homo Hereticus, człowiek zrodzony z death metalu…


Pięć długich lat. Tyle czasu upłynęło od premiery pełnowymiarowego debiutu Sphere. Nie będę się tu rozwodził nad formą, w jakiej wtedy ukazała się ta płyta ani nad tym czy pomogło to czy wręcz zaszkodziło zespołowi. Pięć lat było o Sphere cicho, myślę, że nie jestem jedynym osobnikiem, który już powoli zaczął stawiać na tej formacji krzyżyk. Tymczasem gdzieś na uboczu w spokoju panowie ze Sphere tworzyli nowe dźwięki, które lada dzień ukażą się pod nazwą „Homo Hereticus”. Nie będę teraz mówił, że jakoś szczególnie na te dźwięki czekałem bo nic takiego nie miało miejsca. „Damned Souls Rituals” był w moim odczuciu płytą co najwyżej średnią, albumem z gatunku tych, które dobrze wypełniają czas a jednocześnie nie zmuszają do tego by ciągle po nie sięgać. Tak więc do „Homo Hereticus” podszedłem bez większych oczekiwań… i naprawdę pozytywnie się zaskoczyłem. Przede wszystkim jest to materiał, do którego idealnie pasuje użyte kiedyś przez Masachist hasło „Death metal kurwa mać!”. Sto procent death metalu w dźwięku. Właściwie nie sto a 99%, bowiem Sphere korzysta ze zdobyczy techniki i dodaje do brutalnej nawałnicy trochę elektroniki udanie wzbogacając materiał.

Jest to z pewnością album mocno zakorzeniony w klasyce gatunku. Bez nachalnych odniesień do jakiegoś konkretnego bandu ukazujący to, co w brutalnym graniu najlepsze. Sphere opiera swoją muzę na szybkich tempach i naprawdę zawodowym brzmieniu. Błogosławieństwem naszych zdominowanych przez nowoczesną technikę czasów jest to, że gdy zespół tego chce teraz może zabrzmieć naprawdę potężnie. Efekt, jaki uzyskał Sphere należy pochwalić, bowiem niejeden podziemny zespół, delikatnie mówiąc, zlewa kwestię brzmienia. Gitary atakują mocno i selektywnie, perkusja jest bardzo żywa a swoistą wisienką na torcie jest dla mnie słyszalny, mocno bulgoczący w tle bass.

Sphere nie nagrał płyty, która wytycza nowe kierunki muzyki ekstremalnej. Wręcz przeciwnie, „Homo Hereticus” to zdecydowany, mocny ukłon ku temu, co w death metalu najlepsze. Album ten nie jest objawieniem, ale jestem pewien, że zostanie w pamięci na o wiele dłużej niż debiut.

Wiesław Czajkowski 4,5