SPACESLUG – Time Travel Dilemma (Oak Island Records/BSFD Records)

Po angielsku śpiewamy, po niemiecku gramy. Od folkloru do jazzu, wszystko pożyczamy„. Pamiętacie kawałek „Góralska Muzyka” Homo Twist, w którym to Maleńczuk w kąśliwy i typowy dla siebie sposób wzgardził polską muzyką? Było to w roku 94, a utwór ukazał się na debiutanckiej płycie zespołu „Cały Ten Seks”. Dziś słowa tej piosenki mogłyby zabrzmieć zgoła odmiennie: „Po angielsku śpiewamy, polską duszę mamy. Od blacku do stonera, wszystko se zagramy„.

Spaceslug w trzy lata (od momentu powstania kapeli w 2015 roku) udowodnił, że czasy, o których śpiewał pan Maleńczuk dawno już minęły, nasza rodzima scena metalowa ma się dobrze jak nigdy dotąd, a stoner jest w rozkwicie. Wrocławianie na debiutanckim krążku „Lemanis”, który ukazał się zaledwie dwanaście miesięcy temu, dorzucili swoje trzy grosze do gara, w którym bulgoczą Belzebongi, Dopelordy czy inne Major Kongi, choć zdecydowanie bliżej im do psychodelicznego space, niż posępnego i monotonnego stoner-doom metalu. Trzeba przyznać, że do tematu podeszli niezwykle oryginalnie. Przestrzennie, nieco sennie, ale z mocą, której tego typu muzyce nie może zabraknąć. Płyta „Time Travel Dilemma” dostarcza nam tych samych patentów i jest jakby kontynuacją kierunku, w którym zmierza zespół, jednak w żadnym wypadku nie jest to zarzut. Spaceslug grają w specyficzny i luzacki sposób, penetrując międzygalaktyczne przestrzenie, podróżując po swoim kosmosie, napotykają po drodze masywne czarne dziury groove’u i przeżarte od kwaśnego dymu riffy. Czasami potężne jak w otwierającym utworze „Osiris”, innym razem delikatne i klimatyczne jak w „Living The Eternal Now” (druga część kawałka mogłaby trwać wiecznie!). Z kolei „The Great Pylon Collider” to taki typowy koncertowy kopniak, który wystrzeli was na orbitę. Ten cały kosmos, o którym piszę, jest rdzeniem Wrocławian. Wszystko tworzy pewien koncept, od przepięknej oprawy graficznej, za którą odpowiedzialny był tym razem Maciej Kamuda (doskonale podjął trop swojego poprzednika z „Lemanis” Łukasza Puzdrowskiego), przez teksty, na fantastycznym klimacie kończąc.Spaceslug

Mamy początek 2017 roku, Spaceslug raczy nas płytą, która śmiało będzie mogła pretendować na miano jednej z najlepszych w kategorii stoner/space/doom, nie dzięki temu, że grają popularną wśród brodaczy muzykę, a dlatego, że robią to z kreacją i pomysłem na siebie. Oryginalność to atut, którego brak wielu kapelom. Wrocławskie trio znalazło swój styl, który pozwoli wam podróżować w czasie i bez wątpliwości będzie to przyjemna podróż!

Tom Wolf

Zdjęcie: Marcin Pawłowski

Cztery i pół