SORRY BOYS – Miłość (Mystic)

Zespół Sorry Boys – a właściwie Bela Komoszyńska – wykonał ryzykowny ruch, podporządkowując narrację nowej płyty miłości. Ryzykowny, bo bardzo łatwo z taką tematyką otrzeć się o pretensjonalność, zbytnie zadęcie albo wręcz banał. A tu proszę – wszystko się udało i płyta o jakże adekwatnym tytule budzi bardzo ciepłe uczucia. Nie wiem, czy jest lepsza od „Rome”, na pewno inna, równie ciekawa i przystępniejsza.

Sorry Boys to taki zespół „do lubienia”. Nie trzymają się ich żadne skandale, nie budzą kontrowersji, nie było wpadek czy zawirowań wokół muzyków. Co ma swoje zalety, bo na pierwszy plan wysuwa się to co najważniejsze – piosenki. Minusem jest na pewno to, że zespół trzeba „znaleźć”, bo nie wyskakuje z każdej dziury czy innej lodówki. Tym razem jest jeszcze bardziej intymnie, kameralnie i ciepło. Bela z kolegami (dzisiaj zespół to trio plus muzycy koncertowi) postawiła na uproszczenie kompozycji i jeszcze bardziej zbliżyła się do piosenkowej formuły. Chyba nigdy zespół nie miał tylu chwytliwych tematów i nie był tak przystępny. Niby aranżacyjnie i instrumentalnie „Miłość” nie odbiega od poprzedniej płyty, jednak teraz wszystko zostało podporządkowane prostej formalnie konstrukcji mającej za zadanie wyeksponowanie melodyki i tekstów. Zadanie w pełni udane, bo płyty słucha się jednym tchem a po lekturze w głowie zostaje od razu kilka piosenek.Sorry Boys

Nie zmieniło się upodobanie Sorry Boys do zmiękczania rockowego pazura za pomocą smyczkowych orkiestracji, co tym razem, w zestawieniu z tematyką sprawdza się i choć nie jestem fanem takich zabiegów, w przypadku „Miłości” ładnie podkreśla cały zamysł. Ogólnie, płyta jest właśnie taka – ładna, łagodna, bardzo intymna i wzbudzająca pozytywne emocje. Jednym słowem, łagodzi obyczaje, co jest nam chyba – w dzisiejszej, pokopanej rzeczywistości – od czasu do czasu bardzo potrzebne. Materiał jest bardzo wyrównany, jednak mam kilku faworytów – kojarzący się z Quidam z okresu, kiedy śpiewała jeszcze Emilia Derkowska „W brzuchu Buddy” (podobnie jest w przypadku utworu tytułowego…), przebojowo lepiący się do ucha „Jesteś pragnieniem” i równie udany, być może najlepszy w zestawieniu, pełna rozmachu pieśń „Warszawa czeka”. Także te spokojniejsze tematy w rodzaju „Chleba powszedniego”  mają swój urok, wywołują też zaskakujące skojarzenia ze stylistyką art rockową. Jeśli coś nie do końca mi pasuje, to będzie to „Carmen” z udziałem Kayah, ale to zupełnie osobista wycieczka, bo utwór do klimatu płyty, jako swego rodzaju spokojniejszy przerywnik, pasuje.

Podsumowując – Sorry Boys w szczytowej formie: przystępnie, emocjonalnie, doskonale pod względem instrumentalnym. Coś dla niepogodzonych ze współczesnym, krwiożerczym światem wrażliwców.

Arek Lerch 

Pięć