SO SLOW – Na Wschód (Unquiet Records)

„3T” okazał się albumem, który otworzył przed So Slow nowe drzwi. Nie mam tutaj na myśli jakiegoś szczególnego sukcesu komercyjnego – wręcz zdziwiłbym się, gdyby z tak niełatwą muzyką można było o czymś takim mówić – lecz o niepodważalnym sukcesie artystycznym. Odnoszę wrażenie, że dzięki tej płycie zespół uwierzył w siebie, stał się bardziej odważny i całkowicie porzucił tę słynną strefę komfortu. „3T” to właśnie całkowicie niekomfortowy album, a „Na Wschód” – będący niejako łącznikiem między tegorocznym materiałem, a tym, co dopiero ma nadejść – pozwala przypuszczać, że ten najbardziej zachłanny krok, który przywoływałem w recenzji trzeciej płyty So Slow, chłopaki mają zamiar dopiero postawić.

„Na Wschód” to tylko dwa utwory i niecałe dziewiętnaście minut muzyki. Jeden z nich to nowa wersja utworu tytułowego z debiutanckiego „Dharavi”, przedstawionego jednak w aranżacji, która idealnie ilustruje aktualny charakter So Slow. Warto porównać sobie obie wersje tej kompozycji, aby uzmysłowić sobie, jak bardzo So Slow ewoluował. Przy okazji, biorąc na warsztat chyba jeden z najlepszych utworów w dotychczasowej karierze, chłopaki wykazać musieli się niemałą odwagą. Ostrą, zdecydowaną linię gitar zastąpiło morze ulotnych plam, wyraźnie podparte nieoczywistą elektroniką, a sam charakter utworu – w pierwotnej wersji stosunkowo agresywny i bezpośredni – musiał uznać wyższość wcielenia bardziej stonowanego, ale przy tym i mroczniejszego. W ten sposób z jednej kompozycji udało się wycisnąć niemalże dwie osobne, owszem, niewątpliwie mające wspólne punkty, jednak przy tym całkowicie inne. Nie powiem, trudno było mi to „nowe Dharavi” przełknąć – agresja pierwotnej wersji mimo wszystko zdecydowanie do mnie przemawia – jednakże z czasem zaakceptowałem, a nawet polubiłem czającą się w nim tajemnicę. A jednak, ta, tak naprawdę, spowija dopiero drugi utwór…SoSlow-nowe

„Na Wschód” to starcie prostych, bardzo oldschoolowych syntezatorów z niezwykle wyrazistymi, psychodelicznymi plamami gitarowymi i pętlącą się w tle ambientową elektroniką, co zestawione razem – zamiast wyraźnie kontrastować – sprawia wrażenie niezwykłej spójności. So Slow udało się stworzyć utwór bardzo płynny i naturalny, podobnie jak „Dharavi” otulony lepkim, niezbyt przyjemnym mrokiem. To muzyka bardzo tripowa, pewnie, ale bardziej stosowny jest w tym przypadku przedrostek „bad” niż snucie radosnych wizji. Przede wszystkim zaś to kolejna poszlaka wskazująca na drogę, po której zmierza So Slow.

To nie jest droga równa i bezpieczna. To kręta, wyboista i niebezpieczna trasa, na której łatwo się przewrócić. Jeśli jednak uda się nią kroczyć, trudno nie mieć z tego satysfakcji, prawda?

Michał Fryga

Zdjęcie: Janek Fronczak

Pięć