SHELLAC – Dude Incredible (Touch And Go)

Parafrazując memową konwencję: Steve Albini może nagrać kolejny świetny album Shellac, a ty i tak znasz go jako producenta „Times of Grace” Neurosis, „Surfer Rosa” Pixies i twórcę „Atomizer” Big Black. Za siedem lat Shellac wyda kolejną znakomitą płytę, a ja i tak będę wzdychał do wiadomych dzieł Albiniego-muzyka i Albiniego-producenta. Tym niemniej chciałoby się, aby każda „legenda rocka” była po pięćdziesiątce w takiej formie, jaką dokumentuje „Dude Incredible”. 

Podczas gdy nestorzy post-hardcore’a albo odpuścili sobie hałasowanie (Fugazi), albo grają w równym stopniu na gitarach co na sentymentach (jubileuszowa trasa Helmet), Albini bez ciśnienia i po cichu wydał kolejny album Shellac. W sensie stylistyczno-estetycznym ten „Koleś” nic nowego nie proponuje, grzęznąc po łokcie w typowej dla poprzednich płyt formule wypracowanej jeszcze w latach 90. Dlatego pierwszy odsłuch zwiastował płytę, która pozwoli raczej rzucić różyczkę pod cokół z napisem „Wielkiemu Artyście – Wdzięczni Audiofile” niż autentycznie podekscytować się nową muzyką Alibniego – ale Steve ciągle rozdaje karty w tej grze. Shellac nie zapomnieli jak się pisze dobre numery, odpowiednio je selekcjonuje (album trwa idealne 32 minuty) i że noise rock w równym stopniu operuje gitarowym zgrzytem co ciszą. „Dude Incredible” nie jest wstrząsem na miarę przełomowych płyt, pod których nagraniem i produkcją podpisał się Albini, ale są na nim utwory i fragmenty, które należą do najlepszych w całym dorobku grupy. Chyba nigdy dotąd Shellac nie był tak blisko muzycznego ideału Albiniego – surowego gitarowego minimalizmu Slint i ich „Spiderland”. Natomiast produkcja jest już zachwycająca, nawet jak skompresowaną, empetrójkową wersję promo. Proporcje poszczególnych instrumentów, akustyczne, „twarde” brzmienie bębnów, uchwycenie energii tria grającego „na setkę” zamiast miliona nakładek i postprodukcyjnych pierdół – „Dude Incredible” aż chce się zgłośnić.Shellac-band

Shellac nie czeka już raczej wielki renesans popularności na miarę Swans, a sam Albini ma już raczej za sobą te dokonania, którymi zapisał się złotymi zgłoskami w historii muzyki rockowej. Nie umniejsza to nijak muzyce na „Dude Incredible”, która wciąż brzmi świeżo i witalnie – mimo nieaktualnej formuły, a może właśnie również dzięki niej. Steve, ziomuś, jesteś niesamowity.

Bartosz Cieślak

Pięć