SHADOW OF INTENT – Reclaimer

Początkowo byłem przekonany, że „Reclaimer“ to debiut Shadow of Intent, stąd moje niemałe osłupienie spowodowane jakością tego albumu. Okazuje się, że to drugie pełne wydawnictwo grupy, zatem zespół w ciągu raptem roku „okrzepł“, ustabilizował skład i wypuscił opus deklasujący ostatnie dokonania niejednej perełki w katalogu Sumerian i Prosthetic. Jeśli deathcore ma jeszcze twarz,  to zachował ją nie dzięki brutalom pokroju Thy Art Is Murder czy Slaughter to Prevail, a właśnie młodziezy z Shadow of Intent.

Grupie z Rhode Island najbliżej do dokonań francuzów z nieistniejącego już Decades of Despair. Dodajmy do tego potężną dawkę groove podobnego do Whitechapel, fantastycznie zaaranżowane klawisze przywodzące na myśl Bleeding Through i aspekt techniczny tożsamy dla Born of Osiris i otrzymujemy miks wart każdych pieniędzy. Nie umiem się nadziwić, dlaczego jeszcze nie mają kontraktu, czemu nie łyknęło ich Rise albo – i to najlepszy kierunek – Metal Blade. Z tak wyprodukowanym materiałem powinni stawać w szranki z najlepszymi. Sekcja gra opętańcze rytmy, wokalista niczym Alex Terrible czy inny Big Chocolate katuje narządy słuchu, blast sieje się niemal bezustannie, a w tle słyszymy duże pokłady melodii i nośności, o którą w deathcore najtrudniej. Mało tego, wszyscy muzycy w składzie są nie tylko wybitnie sprawnymi instrumentalistami, doskonale żonglującymi dorobkiem metalowej ekstremy ostatniej dekady, co wypluwają z siebie kolejne salwy riffów z polotem i finezją, której kilka lat temu doszukiwałem się u Betraying the Martyrs. O ile Francuzi odnieśli spory sukces w USA, im dłużej działają, tym bardziej gubią pomysł na siebie. Mam nadzieję, że Shadow of Intent nie pójdzie tą drogą, tym bardziej, że deathcore plus koncept liryczny oparty na universum legendarnego shootera Halo, odświeża „brutalną“ formułę.Band

„Reclaimer“ ma jednak kilka wad. Raz, że krążek jest za długi i to, co najlepsze zawarto w singlach, dwa, że panowie trochę po macoszemu skaczą po stylach, zapominając, że dzięki tak pomysłowo zaprogramowanym klawiszom odróżniają się od wściekłej reszty nowoczesnych ekip. Raz grają niemal melodic death metalowo, to dokładają do pieca niemal technicznym death metalem, a gdzieś w tym wszystkim, tkwią wirtuozerskie zapędy i jeśli w przyszłości nie wyważą proporcji, czeka ich podobny los jak wspomnianych wyżej Francuzów. Na razie atakują z siłą i impetem nieporównywalnym do żadnego z zespołów ostatnich pięciu lat, a na pewno nie w deathcorze i pochodnych.

Grzegorz Pindor

Cztery i pół