SEDNO SPRAWY – Cały ten jazz…

Tematem dzisiejszych, jazzowych rozważań będzie nieprzewidywalność. To w sumie motor każdej muzyki, ale właśnie współczesny jazz, wyzwolony z okowów tradycji i zainfekowany alternatywnymi sokami, potrafi solidnie namieszać, a przy tym pozostać wierny swoim korzeniom. Niemożliwe? Emil Miszk zespołem Algorhythm, Łukasz Stworzewicz pod szyldem Silberman Quartet i Krzysztof Topolski w duecie z Tomaszem Gadeckim udowadniają, że nuda nam nie grozi.

Bohaterów tego tekstu łączy to, że nie potrafią usiedzieć w miejscu. Nagrywają płytę i zanim o niej zapomnimy, już siedzą w nowym miejscu i kombinują. Tu się nie myśli o zyskach, raczej poszukuje kolejnych doświadczeń. Tak działa Emil Miszk, jeden z bardziej obiecujących  trębaczy młodego pokolenia. Szersze uznanie zdobył grając big bandowym składem The Sonic Syndicate, gdzie eksploruje jazzową, amerykańską tradycję, zaś Algorhythm to kolejny już („Termomix” to trzecia płyta składu…) odcinek poszukiwań nowych rozwiązań w muzyce… właśnie, jakiej? Dość trudno zdefiniować to co dzieje się na płycie, choć niewątpliwe fundamentem jest jazz. Zaskakuje zwięzłość kompozycji, żadnego rozwlekania i improwizacyjnych dłużyzn. Konkret, za sprawą mocnego rytmu wchodzący na teren muzyki tanecznej. Brzmienie zespołu zmieniło się przez rezygnację z usług kontrabasisty, w miejsce którego pojawiły się rozbudowane klawisze. To brzmienia elektroniczne zdominowały muzykę Algorhythm i nadały nowy kierunek, uwypuklając jej syntetyczny charakter. A jeśli połączymy nerwowy, tripowy puls, jazzowe korzenie i awangardowe (rozumiane jako brak zahamowań) podejście do aranżacji, w tle zaczyna majaczyć YASS. I faktycznie, „Termomix” może być uznany za jedną z pierwszych płyt ostatnich miesięcy, którą z powodzeniem można ochrzcić mianem neoyass’owej (stosowny patent na nową szufladkę rejestruję wkrótce – przyp. red.). Ostatnie słowo zostawiamy Emilowi – nasz eksperyment polega na tym, że redukując skład do kwartetu stworzyliśmy nowe brzmienie i w nowy sposób manipulujemy przestrzenią. Nadal jest to muzyka jazzowa, ale szeroko pojęta. Gramy dla otwartego, poszukującego słuchacza, bez względu na upodobania…Termomix

O ile jednak Algorhythm oferuje muzykę uśmiechającą się do słuchacza, zderzenie z kolejną propozycją, czyli Asanisimasa Silberman Quartet naraża na poważniejsze uszkodzenia, bo to zejście do podziemia. Najnowsze dzieło kwartetu dowodzonego przez perkusistę Łukasza Stworzewicza to zupełny brak hamulców w poszukiwaniach muzycznego absolutu. Momentami można odnieść wrażenie, że grupa zajmuje się deformowaniem jazzu, stosując dadaistyczną metodę cięcia i składania fragmentów pozornie do siebie nieprzystających. Granica przebiega gdzieś w moim szeroko pojętym myśleniu o muzyce i poczuciu estetyki pomiędzy „zbudowaniem i zburzeniem”komentuje perkusistanaturalnie wyczuwam potrzebę balansu pomiędzy free a mocno zaaranżowanymi partiami, te dwa na pozór przeciwstawne bieguny są dla mnie bardzo sobie bliskie. Muzyka Asanisimasa to zderzające się atomy regularnych i przejrzystych harmonii z dziwnymi preparacjami, wynaturzoną sonorystyką i całą gamą zgrzytów, skrzypień, trzasków, które eksponowane są na równi z głównym instrumentarium. Dodajmy do tego dominację instrumentów klawiszowych (Dorota Zaziąbło i Mateusz Gawęda obsługują syntezatory i fortepian) i bardzo intensywną, momentami ocierającą się o eksperyment pracę perkusji – W utworach „Tamburello”, „Nas już dawno nie ma przy tym stole” i „6” bębny grają „klasycznie” – w fragmentach improwizowanych podpierają solistę, a w tematach grają rytmicznie z basem- wynika to z konstrukcji utworów, które są bardziej zwrócone w kierunku zaprogramowaniaopowiada Łukasznatomiast co do reszty utworów, koncepcja bębna ewoluuje wraz ze zmieniającym się kształtem muzyki. Staje się on bardziej sonorystyczny, a w fragmentach ostrzejszych – nieokiełznany, nieuchwytny, trochę nawet samostanowiący… co wynika z mojego postrzegania instrumentu w tej muzyce. W efekcie otrzymujemy dźwięki, wyłaniające się z pozornego nieładu, gdzie każdy słuchacz musi znaleźć własny punkt odniesienia. Ciekawym wątkiem jest chropawa i bardzo surowa oprawa brzmieniowa, która tu i ówdzie wzbudziła już kontrowersje, a dla mnie stanowi dodatkowy atut, eksponując naturalne, niemal koncertowe uderzenie składu. Płyta – wyzwanie, pokazująca ciekawy kierunek we współczesnym, europejskim jazzie.silberman-quartet-asanisimasa

Paradoksalnie, na tle dzieł muzyków klasycznie wykształconych, krótkie „Choroby Pszczół” duetu Arszyn/Gadecki to ciekawy wykład na temat jazzu z alternatywnym korzeniem. Saksofonisty Tomasza Gadeckiego przedstawiać nie trzeba, bo znamy go przede wszystkim z Lonker See ale także z Pure Phase Ensemble czy duetów jak chociażby Helatone. Partneruje mu jeden z ciekawszych wizjonerów perkusji, elektroakustyczny improwizator Krzysztof Topolski, który wyjaśnia, skąd pomysł na zaskakujący tytuł płyty – jest on starszy niż muzyka. Wiele lat temu w Krakowie, gdy jeszcze był tam stary dworzec PKP, w tunelu był wielki antykwariat, stragan z książkami. Przechodziłem i wypatrzyłem książkę pod tytułem „Choroby pszczół”, to był oczywiście jakiś pszczelarski podręcznik, lub coś w tym stylu. Spodobało mi się to i sobie zapisałem, czyli wciągnąłem do mojej kolekcji tytułów. Gdy nastał odpowiedni czas, wykorzystałem ten tytuł aby nazwać nim płytę. Potem okazało się, że jest aktualny, bo pszczoły wymierają. Topolski oprócz perkusji wzbogaca nagrania efektami, które są pokłosiem jego fascynacji tzw. field recording – w tym przypadku jest to nagranie głosu z radia zrealizowane na Islandii. Oczywiście, nic nie rozumiem z tego co ta osoba mówi. Bardziej melodia języka komponuje się tu ciekawie z instrumentami, dopasowana metodą eksperymentu. To nagranie też jest starsze i domiksowane do całej reszty w studio, zresztą ja płytę nagrałem i zmiksowałem. Coraz częściej mam refleksję, że każde nagrywanie jest rodzajem field recordingu. Każde miejsce ma inne, akustyczne warunki, jest wiele składowych tego procesu. Nieprzewidywalność Chorób pszczół zawiera się w swobodzie, jaką daje praca w duecie, co finalnie wyjaśnia Topolski – perkusja i saksofon operują na dwóch zupełnie różnych płaszczyznach, przez co zwiększa się pole wolności interpretacyjnych, i być może jest więcej powietrza na improwizację.Choroby pszczół

I w ten sposób nasza dzisiejsza historia zatacza koło – kompozycja z powyższej płyty, improwizowane szczytowanie „Rowerzyści to alpiniści równin” w wykonaniu eksperymentalno – alternatywnego duetu, dociera do korzeni archetypicznego, obdartego z blichtru tradycji jazzu. Co będzie dalej? Nie wątpię, że to niezwykle ambitne i ciągle poszukujące środowisko jeszcze nie raz nas zaskoczy. Tyle, że do końca nie wiadomo, o jakim konkretnie środowisku mówimy…

Algorhythm – Termomix (Alpaka Records)

Silberman Quartet – Asanisimasa (Audio Cave)

Arszyn/Gadecki – Choroby pszczół (Gusstaff Records)

Arek Lerch