RATRACE – Harder They Fall (Spook)

NYHC w Polskim wydaniu to naprawdę rzadkość, a biorąc pod uwagę to, co dzieje się na naszej scenie, można powiedzieć, że jest to absolutny wyjątek od reguły. Znakomita większość ekip albo gra totalny oldschool/youth crew (jak na Śląsku) albo łupie emo-podobne rzeczy (Poznań, Toruń, Kraków) lub gra na nowoczesną modłę, żeniąc hc z mrocznym szwedzkim brzmieniem (Warszawa, Puławy, Lublin). W każdym razie, typowe, niemal podręcznikowe granie zza oceanu nie jest u nas popularne, być może ze względu na brak ideologicznej podpory, albo zwyczajnie, cóż, z braku pomysłu na to, aby sprawić, że odbiorca słysząc miks Killing Time i Sick of It All nie ziewał z nudów. Zespoły ksero istnieją na całym świecie i albo się je kocha, albo nienawidzi. Trójmiejski RatRace może należeć do tej pierwszej grupy, bowiem album, którego wydania podejmą się m.in. wytwórnie: Spook Records (CD), Bajkonur Records (MC), Hardcore Tattoo i Hidden Beauty (LP), pod względem wykonania i wkurwienia przypomina złote czasy polskiego hc, pod szyldem „Płonie Mi Serce”.

W rozmowie o „Harder They Fall” gitarzysta Radek przytomnie stwierdza, że nie o odkrycie – nomen omen – Ameryki tutaj chodzi. Ma być prosto, do przodu, bez technicznych wygibasów i silenia się na oryginalność albo pójścia za brzmieniowymi trendami. Gdyby RatRace miało grać jak znaczna część dzisiejszej, nie tylko naszej sceny, byliby zapatrzeni jeśli nie w cały katalog Deathwish Inc, to próbowali wymyślać crossoverowe koło na nowo. Jest jednak zupełnie inaczej, i dziewięć premierowych numerów uderza z silą huraganu porównywalnego do klasyka gatunku o którym wspominam nieco wyżej. A propos 1125, frontman jeden z najlepszych polskich załóg dorzuca swoje trzy grosze w jednym z (niemal) singlowych numerów – „Faked Rules”.Band

Największą zaletą „Harder They Fall” jest naturalność i wybitnie koncertowy charakter. Mało tego, ze względu na dość specyficzny sound i zapierdalanie na złamanie karku, panowie są świadomi nie tylko gatunkowych ograniczeń, stąd dwadzieścia minut spędzonych z RatRace pełni dwojaką rolę. Dla jednych będzie energetycznym strzałem na dobry początek dnia, inni zaś doszukają się w tych numerach przyzwoitej odskoczni od swoich ulubionych brzmień, do której na dłuższa metę podejdą z rezerwą i w roli ciekawostki z krajowego podwórka.

Polski hardcore ma się dobrze, i nawet jeżeli nie wybija się ponad bliżej nieokreśloną (może europejską?) przeciętną, poszedłbym na gig RatRace, choćby po to, żeby znów mieć 15 lat i wskoczyć do pogo. Czy do płyty wrócę za kilka tygodni? Niekoniecznie, bo mnogość wydawnictw przyprawia o ból głowy, ale będę pamiętał, że hardcore, polski i po polsku ma godnego reprezentanta także na północy kraju.

Grzegorz Pindor

Zdjęcie:  Karol „Tarakum” Makurat/Tarakum Photography

Trzy