RADEK WOŚKO ATLANTIC QUARTET – Surge (Multikulti)

Kolejna odsłona jazzowej historii na Violence. Gwałtu tu nie ma, jest finezja, jest pomysł i jak zwykle niezwykła erudycja w doborze klimatów i dźwięków. Jest oczywiście improwizacja i co najważniejsze – choć liderem zespołu jest perkusista, instrument ten w żaden sposób nie zdominował drugiej płyty kwartetu. Mamy za to klarowny, momentami leciutko szalony, ale przede wszystkim z gracją zagrany, współczesny jazz. Bez wycieczek w stronę awangardy czy eksperymentu, ale też nie wbity w przyciasny garnitur tradycji.

Kiedy przeczytałem we wkładce płyty deklarację lidera, twierdzącego, że jego zespół może zagrać każdy rodzaj muzyki, powiedziałem sobie – oho, megalomania czy tylko arogancja? W sumie, po lekturze płyty muszę się zgodzić z panem Wośko, że coś w tym jest, coś powstającego na przecięciu prawdy, świadomości i wiary we własną muzykę. Własną, bo na płycie aż osiem kompozycji wyszło spod – hmmm – pałeczek szefa tej bandy. I wcale tego nie słychać. Słychać za to zmiany. Na „Atlantic”, debiucie składu, dominowała gitara pochodzącego z Izraela Gilada Hekselmana, na „Surge” mamy współpracę z Norwegiem Stianem Swenssonem, też gitarzystą. I ten układ nieco zmienił brzmienie płyty. Wydaje mi się, że tym razem gitara nie dominuje, ale w łagodny sposób wpasowuje się w aranżację, szczególnie dobrze współbrzmiąc z pianistą Sørenem Gemmerem, zresztą, ta dwójka decyduje o ostatecznym brzmieniu płyty.Atlantic Quartet

Tyle lista płac, czas skupić się na finale tych zmian i poszukiwań. Takie klasyczne składy zawsze mnie intrygują lekkim rozdarciem między chęcią improwizacji a wykonywaniem zwartych, doaranżowanych kompozycji. I tu tak właśnie jest, na szczęście, oba te światy zostały perfekcyjnie połączone. Improwizacja jest obecna niemalże cały czas, choć wyczuwam wyraźną rękę lidera, który pilnuje, by swobodne pochody instrumentów nie kolidowały z kompozycyjną esencją płyty. Szczególnie dobrze wypada to w „Hesitation”, gdzie zespół wznosi się na szczyty takiego luźnego, odnoszę wrażenie, że lekko skażonego amerykańskim myśleniem muzykowania. Jest świetne otwarcie „Together Not Together”, czy mała perełka „Abrupt”. Zespół dba także o melodię,  jest jej tu bardzo dużo. Tematy prowadzone szczególnie przez fortepian (oczywiście warto też zaznaczyć gitarowy, chwytliwy temat w „Bryni”)  łatwo wpadają w głowę, choć nie ma tu mowy o jakimś smooth jazzie, co najwyżej, w kilku momentach skłaniałbym się do określenia pulsu tej płyty mianem jazzrocka (szczególnie podczas lektury „Chords&Discords”), co absolutnie nie jest obraźliwe.

Co zatem otrzymujemy? Dojrzałą, dopracowaną i finezyjne grającą, współczesną maszynę jazzową. Mieszczącą się gdzieś w pół drogi między tradycyjnym jazzem a tym bardziej poszukującym. Te odjechane, eksperymentalne ciągotki są tu raczej ukryte, w paru miejscach mogłem odnieść wrażenie, że zespół ociera się o takie rejony, ale całość to dobrze skrojona i łatwo przyswajalna muzyka. Łatwo – ale raczej dla koneserów jazzu. „Surge” to idealne zaproszenie na koncert, bo myślę, że przynajmniej część z tych kompozycji na żywo jeszcze bardziej nas zaskoczy.

Arek Lerch  

Pięć