PSYCHOPADS – Black Box 2 (SoRaw Records)

To nie jest kraj dla starych ludzi. Ani dla płyt producenckich, chciałoby się przytomnie zauważyć. Zarówno „Płyta Matka”, jak i „Connection” duetu White House, w teorii mające wszystko, by poważnie zamieszać na krajowej scenie, przeszły bez większego echa. Trochę działo się w podziemiu, ciekawy materiał wydał np. Mario Kontrargument, ale to akurat od początku było nagranie skazane na niszowość. Więcej szumu narobiła nowa płyta Psychopadsów, i to ją wskazałbym bez chwili namysłu, zapytany o ulubioną producencką roku 2018.

Po pierwsze dlatego, że – podobnie, jak pierwsza część „Black Box” – nie powiela grzechów większości krążków producenckich. Nie jest ponad miarę rozwleczona, nie przejawia też rozstrzału stylistycznego, który przekraczałby granice dobrego smaku. Podejrzewam, że przy nagrywaniu takiej płyty to zawsze jest wojna w głowie: szlifować własne brzmienie i uczynić z niego wizytówkę, czy pokazać się jako twórca uniwersalny? Psychopads nie skaczą po stylach jak z kwiatka na kwiatek, a jednocześnie ta ich, hm, konsekwencja brzmieniowa nie jest nudna. Powodów tego stanu rzeczy upatruję w wielkiej dbałości o detal – ta płyta powstawała rzekomo 1,5 roku, co w zestawieniu z wieloma niszowymi nagraniami kleconymi w tydzień tworzy kontrast wręcz absurdalny. Tak więc: własna brzmieniowa tożsamość? Jak najbardziej. Jednocześnie jednak, dzięki mrówczej pracy nad szczególikami tak w bitach, jak i gramofonach, duet unika wrażenia stagnacji.P

Takich nagrań słucha się często po to, by wyłapać ciekawe zjawiska na scenie, sprawdzić autorów zwrotek, które najbardziej zapadają w pamięć. W przypadku „Black Box 2” takie podejście byłoby trochę zlekceważeniem bardzo spójnej atmosfery płyty, przypominającej raczej nagrania jednego składu, niż swoisty misz-masz. I nie chodzi nawet o jakiś głębszy koncept, myśl przewodnią przewijającą się przez te numery, a o trafiony dobór raperów. Wyróżniają się na pewno osiedlowy, dekadencki noir w „Na starym bloku”, bujający „Knowledge” ze zwrotką Reksa z Bostonu, trip-hopowy „Zapach”, dość ciężki klimatycznie „Nie ma czasu” czy – chociaż formalnie nie należy do „właściwej” płyty – „Przekaz podprogowy” Mady. Natomiast „Labirynt szczęścia” może nie odznacza się na tle pozostałych numerów poziomem, ale udowadnia, że Psychopads niekoniecznie uciekają od nowoczesnych form wyrazu i od raperów, którzy nie brzydzą się autotune’a. Stanowi wyjątek – poza tym „Black Box 2” to nagranie raczej staroszkolne w duchu, chociaż, jak już wspomniałem, dość otwartogłowe. Pozostaje liczyć, że na kolejną płytę duetu nie trzeba będzie czekać tak długo, co na następcę debiutu. Widziałbym ich w płycie z jednym raperem – może Madą, może jakimś zakurzonym graczem z podziemia sprzed lat. W każdym razie, to byłaby taka naturalna ewolucja. I sprawdzian, jak Psychopads radzą sobie w nieco innych warunkach, jak udaje im się uwypuklić atuty rapera albo popchnąć go swoją produkcją w jakieś nowe rejony.

Adam Gościniak

Cztery i pół