PSUDOKU – Planetarisk Sudoku (Selfmadegod Records)

Czytając na Noisey recenzję autorstwa Kim Kelly uśmiechnąłem się pod wąsem na stwierdzenie, że album Psudoku to najbardziej popieprzony grind, jaki Kim Kelly kiedykolwiek słyszała, „a słuchanie blastów zabiera jej mnóstwo czasu”. Może gdyby panna Kelly słuchała ich mniej i zajrzała czasem w inne rejony, dziwiła by się światu nieco mniej? Za chwilę siądę do recenzowania Masachist i napiszę, że to najbrutalniejszy heavy/power na świecie, ciekawe czy to chwyci? Ok, rozumiem o co chodzi i dlaczego wszyscy, łącznie z założycielem Psudoku powtarzają, że to „grindcore”. Po prostu moim zdaniem taki opis jest nieadekwatny w sensie „marketingowym” i niekoniecznie musi przyciągnąć odbiorców, którym „Planetarisk Sudoku” mógłby się spodobać.

Za Psudoku stoi niejaki Steinar Kittilsen a.k.a. Papirmøllen, twórca sympatycznego grind/crustowego Parlamentarisk Sodomi, który przeszedł w piąty wymiar i wrócił jako instrumentalny ksenomorf. „Planetarisk Sudoku” miał w założeniu zabrzmieć tak, jak brzmiałby grind, gdyby zamiast z punka i metalu wypączkował wprost z kraut- i jazzrocka lat 70… I fajnie, taki pomysł do mnie przemawia. Trudno powiedzieć, jak faktycznie wyglądałaby taka alternatywna rzeczywistość, w której członkowie Repulsion zamiast „Strappado” jarali się „Lark’s Tongues in Aspic”, ale Psudoku wychodząc z tego założenia doszło do tych samych wniosków, co wielu przed nimi, bez budowania światów równoległych. „Planetarisk Sudoku” oderwany od kontekstu brzmi jak coś, co grali Mr. Bungle, Fantomas, Zu, Naked City, Painkiller, Omar Rodriguez-Lopez i im podobne dziwaki. Psudoku leci swoim grindolotem w kosmos, ale na orbicie krążą już inni, którzy dostali się tam startując z innych kosmodromów, na innym paliwie. I nie ma w tym nic złego, jest to metoda dobra jak każda inna. Jednak w ogólnym natłoku wszystkiego może się okazać, że np. stały bywalec Obscene Extreme kupujący jak leci wszystkie wydawnictwa karolowego Selfmadegod doświadczy konfuzji, jakiej nie zaznał od kiedy dorzucił do koszyka płyty Myopia i Egoist.psudoku1

„Planetarisk Sudoku” to fajna płyta. Lekko przeładowana pomysłami, ale nie męcząca, z wyczuciem serwująca fusionowy jazz, matematyczny metal i okazjonalne eksplozje na werblu. Psudoku ma też przyjemny posmak autoironii, który udaje się powściągnąć zanim zmieni się w żenujące śmieszkowanie na zasadzie „ale jesteśmy zabawni, bo gramy każdą możliwą muzykę”. „Planerarisk…” wpuszcza trochę urozmaicenia do katalogu Selfmadegod, ostatnio ściśniętego między oldschoolowym death metalem a oldschoolowym grindcore’m. Pytanie czy w takim towarzystwie dotrze do tych, którzy mają szansę go polubić, bo cenią muzykę w poprzek gatunków a nie tylko do dziennikarzy muzycznych, którzy się złapią za policzki, bo ktoś w Norwegii gra grind, co nie brzmi jak grind.

Bartosz Cieślak

Cztery