PROTOMARTYR – Consolation (Domino/Sonic)

Wydany w zeszłym roku album „Relatives In Descent” okazał się wyjątkowo dobrze przyjętym wydawnictwem. Po niespełna roku Protomartyr wraca z raptem czterema nowymi kawałkami, które okazują się na tyle fajne, że bez wątpienia skutecznie rozbudzają apetyt na pełny album. Co najważniejsze, nie odbiegają znacząco poziomem od tych znanych z ostatniej płyty, przy okazji wnosząc kilka dodatkowych smaków.

„Relatives In Descent” było tak dobrą płytą głównie dzięki udanym, nierzadko bardzo przebojowym piosenkom. „Consolation”, choć niewątpliwie zawiera też całkiem niezłe utwory, nie jest aż tak nastawiona na melodie. Te, wiadomo, są, ale na nowej ep-ce Protomartyr postawiono przede wszystkim na więcej hałasu. Ten stricte piosenkowy charakter nieco uleciał, ulegając przewadze zgrzytliwych gitar i agresywniejszych partii wokalnych Joego Caseya. Najbliżej „Relatives In Descent” stoi „Same Face in a Different Mirror”, zaś “Wheel of Fortune”, w którym Caseya wspomaga Kelley Deal zdaje się być najbardziej zaskakującym – i przy tym też chyba najlepszym – utworem na płycie. Trudno jednak posądzać Protomartyr o drastyczną zmianę stylu, a „Consolation” traktować jako rodzaj eksperymentu. Te cztery nowe piosenki nie przynoszą rewolucji, a co najwyżej dają chłopakom możliwość lekkiego wyżycia się i delikatnego skoku w bok. Całkiem przyjemnie prezentuje się uzbrojony w instrumenty dęte „You Always Win”, co może być swego rodzaju nowością, którą chętnie usłyszałbym w nieco szerszym wydaniu. Przede wszystkim jednak „Consolation” to wciąż niezłe utwory, za które przecież ten zespół zbiera największe pochwały, a to, w jaki sposób je aranżuje, jest już sprawą drugorzędną.Protomartyr_CompositeCharcoalDrawing_RichardPhoenix_lores 72dpi

„Consolation” to zatem nic innego, jak po prostu cztery nowe kompozycje, utrzymane w znanej konwencji i jedynie wzbogacone kilkoma nowymi detalami. Prędzej ewolucja niż rewolucja, ale czy Protomartyr tak naprawdę potrzebuje nowego wiatru po bardzo udanym „Relatives In Descent”? Raczej wątpię.

Michał Fryga

Trzy i pół