PRÓCHNO – Niż (Gusstaff Records/Don’t Sit On My Vinyl)

Próchno idzie za ciosem i po doskonale przyjętej płycie z 2019 roku („Próchno”), proponuje swoisty bonusik w postaci czteroutworowej ep-ki, która nie wprowadza do wizerunku zespołu jakichś zasadniczych zmian, utwierdza jedynie w przekonaniu, że to skład, który wie co chce osiągnąć i konsekwentnie buduje swoje spróchniałe okopy.

Zastanawiałem się, co można robić przy muzyce Próchna. No więc… Może gotować? Chyba nie, bo wyszłaby zbyt ostra potrawa. Może seks? Za nerwowo. Relaks też odpada, bo to muzyka niesamowicie napięta, zmuszająca do uwagi, wprowadzająca w specyficzne poczucie zagrożenia. Próchno nadal buduje swoją muzykę na bazie dekonstrukcji brzmień gitarowych. Dokonuje wyraźnej degradacji gitarowego riffu, niszcząc podstawę melodyczną, korodując harmonie. Zostaje szum. Dźwięk archetypiczny, rdzeń, wokół którego budowany jest rytm, który wprawia w ten opętańczy trans. Czyli znak firmowy Próchna, który szczególnie na koncertach robi piorunujące wrażenie. Tak więc zastanawiam się co zrobić… i wreszcie wymyśliłem.Próchno

Otóż, ta ep-ka idealnie nadaje się do ćwiczeń fizycznych, szczególnie teraz, kiedy jesteśmy zamknięci w domach. Do przerzucania żelaza, repetycji kolejnych układów, do zmęczenia i potu. Zaczynamy od rozgrzewki – „Śledzą nas” to plemienne gary, szum skrzydeł, niepewność i nadchodząca hipnoza. Mięśnie powoli budzą się do życia, pęcznieją, zaczynam rytmiczne podrygi i kolejne kilogramy, pompujące adrenalinę do żył. Można przejść do konkretu, czyli „Wiatr ze wschodu” – to już muza na konkretne dołożenie do pieca. Zimne, niemal industrialne smagnięcia, zawzięte, miarowe pakowanie z zaciśniętymi ustami. Jednocześnie oglądam się za siebie, bo w marę ćwiczenia, gdzieś z tyłu głowy pojawia się niepokój. Trzeba chwilę odpocząć, czyli „Wilgoć”. Koszulka jest spocona, odpoczywam, w tle leci zardzewiały drone, ciężki oddech się uspokaja. Mogę wrócić do siłki – „Kim jesteś, po co przyszedłeś”: jestem rozgrzany i chętny na więcej. Żelazo przyjemnie chłodzi dłonie. Wpadam w złowrogi trans, który mógłby trwać całą wieczność.

Odkładam żelazo na stojak. Spocony, ale szczęśliwy. Próchno jest doskonałym tworem, ma w sobie coś obsesyjnego, odpycha a jednocześnie hipnotyzuje. I nadal działa na mnie podobnie jak Lotto. Muszę ostrożnie dawkować te dźwięki, bo naderwane mięśnie są murowane. Słuchajcie.

Arek Lerch

2x13kg