PRO8L3M – Widmo (RHW Records)

Problem z Pro8l3mem polega na tym, że jest „jakiś”. Nie jakiś w sensie promocji; jest „jakiś” w sensie tworzenia własnego świata z materiałów powszechnie uznanych za ekskluzywne. To właśnie korzystanie z tego co daje nam krzywa rzeczywistość (Oskar) i tego co znaleźć można w muzycznej historii (poszukiwania Steeza) powoduje, że ten skład działa niejako w osobnej rzeczywistości, wprawiając słuchacza to w konsternację, to w zachwyt. Nawet jeśli w 2019 roku częściej niż zwykle słyszę stękania o zjadaniu własnego ogona, Pro8l3m w fikuśny sposób gra tymi swoimi autoplagiatami, nadal wzbudzając emocje. Choć i on się zmienia, bo „Widmo” w stosunku do ubiegłorocznego mixtape’u „Ground Zero” zawiera sporo mrocznych refleksji, niepokojąco wyłaniających się zza tradycyjnej dla tego zespołu mieszanki ulicznych historii, ryku silnika, prochów, imprez  i damsko-męskich potyczek. Tak czy inaczej, po małym wahaniu, uznaję ten materiał za jeden z najlepszych (a może najlepszy – to okaże się za kilka miesięcy…) materiałów hip-hopowych nad Wisłą.  I o tym, a także kilku innych kwestiach nawijamy z kolegą Adamem G. 

Arek: Dlaczego lubimy hip hop. Bo….?

Adam: Hm, bardzo szerokie pytanie. Lubię różnorodność i rozpiętość brzmieniową w obrębie umownego gatunku, lubię znajdować perełki w zalewie przeciętniactwa (bo tak mimo wszystko wygląda polska scena), lubię czuć, że chodzi tutaj o coś więcej, niż samą muzykę. Nawet, jeśli to tylko wrażenie. Pro8l3m natomiast cenię za nakreślenie własnego świata i opowiadanie w jego realiach coraz to nowych historii. Chociaż, no właśnie, czy wciąż nowych…

Arek: Skoro od razu przechodzimy do sedna – zaskakuje mnie fakt jak bardzo spolaryzowane są opinie odnośnie historii opowiadanych przez Oskara. Dla jednych jest to genialny imprezowy, choć przetykany momentami refleksji (ćpuńskiej, ale jednak…) a dla innych głupoty o ćpaniu, posuwaniu panienek i wiecznym brandzlowaniu się BM-kami. I tu chyba tkwi f3nomen. Nikogo nie pozostawiają obojętnym…

Adam: Na „Widmie” tej refleksji jest generalnie więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, bo nie chodzi o wstawki czy pojedyncze numery, jak wcześniej np. „Vanitas”, a raczej całość płyty przesiąkła takim ponurym, może nawet depresyjnym, klimatem. Znów wrócę jednak do tej powtarzalności, bo dowcip, nawet najbardziej sprośny, za którymś razem się w końcu opatrzy i spowszednieje. Przestanie polaryzować opinie. Bo co do sedna, czyli wyrokowania, czy to bardziej grafomania, czy geniusz… Tutaj grają osobiste gusta i poczucie smaku. Ba, momentami mieszają się w to wszystko kwestie światopoglądowe, czego dowodem ostatnia internetowa dyskusja na temat mizoginii w polskim hh.

Arek: Refleksji jest więcej bo wyżyli się na „Ground Zero”. Stąd brak takich porno bangerow jak „Na audiencji”, nieprawdaż?

Adam: Zgadza się, chociaż już na tamtym mixtape prócz bangerów znalazło się miejsce na refleksję – przede wszystkim w drugiej połowie płyty. „Widmo” było zapowiadane jako ciemniejszy w wymowie materiał i takim jest; nie tylko w warstwie tekstowej, ale też jeśli chodzi o produkcję, która, chociaż wciąż z charakterystycznym dla Steeza sznytem, genialna w prostocie, jest dużo bardziej masywna i bijąca dołem po uszach, niż wcześniej.PRO8L3M_Widmo_fot.Michał_Klusek_2

Arek: No właśnie – ogólnie rzecz ujmując, Pro8l3m wybija się na powierzchnię rewelacyjnie wyprodukowanymi podkładami. Prosto soczyście i sugestywnie. Nawet jeśli ktoś nie lubi szczekania, muzyka mówi sama za siebie. Co do refleksji – przy okazji wywiadu z Oskarem i Steezem zapytałem co sądzą o raperach typu Kękę czy O.S.T.R.y – którzy są już „po” – i raczej twierdzili, że taka sytuacja im nie grozi. „Widmo” sugeruje jednak, że może coś tam się w głowach dzieje…

Adam: Nie wiem, czy ten autotune albo kolaboracja z Rojkiem to zagrania ukierunkowane na szerszą publikę, czy próby wymyślania siebie na nowo. W każdym razie to wciąż jest dość przewidywalna płyta. Pewnie i tak na poziomie nieosiągalnym dla reszty polskich graczy, ale czuć to zapętlenie, o którym mówiło się już przy okazji „Ground Zero”. Tylko, no właśnie, czy od tego duetu oczekujemy jakichkolwiek niespodzianek, czy raczej wpierdolu w sprawdzonym stylu?

Arek: Mimo wspomnianych powtarzalności Pro8l3m nadal pozostaje na scenie hip hopowej ewenementem. I nadal łączy mainstream z podziemiem. I wcale nie za sprawą kolaboracji z Rojkiem bo akurat ten kower – nie kower mi się średnio podoba. Zaskakuje za to w pewnym sensie powrót do dyskotekowych sampli znanych z „Art Brut”. Zaskakują bardzo melodyjne wokale. Pro8l3m cały czas pozostaje sobą, choć za każdym razem wymyśla się po części na nowo. I nadal słucha się tego na zasadzie czegoś odświeżającego. Nadal są mądrzejsi raperzy, ale to Pro8l3m pofrafi wywołać emocje…

Adam: Rozumiem, że nie jesteś tą płytą zawiedziony? A czy duet jest jeszcze w stanie wywołać efekt wow, jak powiedzmy na „Art Brut”, czy to już będzie wyłącznie takie przekonywanie przekonanych? Ja szczerze mówiąc, stawiam ten materiał niżej, niż pierwsze LP, bo z nim chyba trzeba „Widmo” zestawiać.

Arek: Zależy z jakiego punktu widzenia podejdziemy do tej płyty. Chyba z każdym projektem jest tak, że kolejne płyty są mniejszym zaskoczeniem. Pro8l3m mimo pewnych klisz wydaje się być jednak przynajmniej na razie zaimpregnowany na nudę. Cały czas są w tym emocje i jakiś nerw. No i bity Steeza, które np. w samochodzie dają niezly pretekst do dociskania gazu, w każdym razie, po krótkim dostrojeniu się – nie jestem zawiedziony.

Adam: A ten cały autotune i feat z Rojkiem to dla ciebie tylko dodatki, czy jednak elementy wskazujące na to, że i oni dostrzegli w swoich ruchach ryzyko autokopii?

Arek: Nie wiem. Jeśli chodzi o kolaborację z Rojkiem, cóż, doszli do takiego poziomu, że goście pokroju Artura im nie odmawiają, zatem czemu nie, choć akurat ten „kower”, jak już mówiłem, średnio mi pasuje. Jest w nim coś, hmmm, irytującego i kompletnie odstaje od klimatu płyty. Jest oczywiście zrobiony z sensem, dopracowany, ale ja bym go zostawił na jakiś singiel, choć teraz single są niemodne. A co do autotune’a, Guzior w tym temacie ma więcej do powiedzenia (śmiech).

Adam: Na pewno samą chęć wyjścia z gatunkowego getta, współpracy z ludźmi o zupełnie innej wrażliwości, należy pochwalić. Pytanie, na ile to faktyczna chęć poszerzenia brzmienia, a na ile usprawiedliwienie i przykrywka dla zjadania własnego ogona. Zresztą tego nie sposób w tym momencie ocenić, tego dowiemy się dopiero przy kolejnych nagraniach Pro8l3m. Autotune użyty z sensem to nie jest nic złego, nawet jako fundament stylówki – czy u wspomnianego Guziora, czy u schaftera, czy u Hewry. Pytanie, na ile Oskar to „czuje”, bo zalążki śpiewanych refrenów pojawiały się już na „Ground Zero”, natomiast tutaj jest ich naprawdę sporo i… nie chodzi o to, że już zawsze chciałbym widzieć duet w dotychczasowej, bardziej ulicznej, oprawie, ale te zaśpiewy wychodzą niekoniecznie dobrze technicznie. To chwilami po prostu nie brzmi. No, w każdym razie jest to pewien eksperyment, a samemu pragnieniu zmiany trzeba przyklasnąć.PRO8L3M

Arek: Śpiew to zawsze pułapka i takowych w muzyce widziałem/słyszałem całe mnóstwo, począwszy od refrenów w metalcore i melodyjnym death metalu (rzecz nie do obronienia), skończywszy na hip hopie właśnie. Oskar Pattonem nie jest, ale to co znalazło się na „Widmie” jest do przełknięcia. Ogólnie, na razie nie czuję jeszcze przesilenia formułą, być może debiut faktycznie był świeży a teraz po prostu rozwijają temat. Moim zdaniem, dopiero kolejna płyta pokaże, czy ogon zjedzony zostanie aż do samej dupy, czy wymyślą się zupełnie na nowo. Inna sprawa, że przy tak charakterystycznym stylu każda zmiana niesie ze sobą ryzyko potknięcia. A wracając do samej płyty – jak podoba ci się oprawa albumu? Osobiście, jakoś ten element mnie akurat nie przekonał, w sensie koncepcji a nie wykonania, oczywiście…

Adam: Nie tyle nawet nie przekonał, co nie został na tyle wyraźnie zarysowany, by móc się w ten koncept wgłębić – inaczej, niż w przypadku futurystycznego pierwszego LP czy skupiającego się na opresyjnej stronie technologii „Hack3d by GH05T 2.0”. Płyta jest bardziej refleksyjna, wskazówka przesunięta w stronę zrezygnowania tym życiem, niż jak wcześniej hedonizmu, ale odpadł pokaźny atut wcześniejszych materiałów, bo Steez i Oskar niejednokrotnie udowodnili, że jak niewielu potrafią zamknąć mniejsze historie wewnątrz większej, stworzyć spójny koncept, świat, w którym słuchacz się zanurza. Tutaj tego właściwie nie ma.

Arek: No właśnie, żałuję, że nie udało się dobić do zespołu w temacie wywiadu, bo chętnie bym o to zapytał. Oczywiście, rozumiem, że skoro jest hajs i możliwości to jedzie się gdzieś na koniec świata zrobić parę zdjęć, ale jak na razie to jeden z elementów, które są od płyty odklejone. W zasadzie nie ma szans by stwierdzić  o co chodzi, poza tym, że foty fajne, egzotyczne miejsce też i… tyle. Tu już bardziej pasowałaby oprawa z „Ground Zero”, ale to inna kwestia. Bardziej przekonuje mnie maska przeciwpyłowa czy opakowanie w postaci srebrnego kejsika. To jest akurat fajne, nieszkodliwe, ale stylowe. Pro8l3m to dzisiaj nadal gorący towar, więc mogą sobie pozwolić na takie fanaberie. A dla słuchacza ważne jest to, że ten mix ma siłę rażenia. To jest tak – jak  chcę się zdołować, słucham Guziora, kiedy chcę pokiwać z uznaniem głową, wgłębiam się w teksty Vienia czy Sokoła a jak poczuć smród flaków – delektuję się „Mutylatorem” Słonia. Pro8l3m pozostaje od tego wszystkiego odklejony bo gra we własnej lidze, wyprzedził peleton o milę, tak pod względem nawijki (offbeat flow Oskara nadal dla mnie jest bezkonkurencyjny) jak i składania muzy do kupy. Podobnie wysoki talent w temacie sampli wykazuje 88 z Synów, ale to zupełnie inny temat.

Adam: Napisałeś teraz najistotniejszą rzecz – możemy narzekać na stanie w miejscu, w poszczególnych elementach rzemiosła znajdą się może inni, lepsi, jednak w szerszym obrazie Pro8l3m wciąż jest o klasę wyżej, niż reszta sceny. Nie zmieni tego fakt, że chcąc zanurzyć się w ich specyficznej stylówce, sięgnę raczej po pierwszą płytę czy nawet „Art Brut”, niż „Widmo”. Przechodząc do końca, chciałbym zapytać o twoją opinię na temat ostatniej dyskusji o mizoginii w polskim hh, w którą ta płyta została mimowolnie wplątana. Już bez personaliów czy kategorycznego opowiadania się po jednej ze stron; odczułeś kiedyś, że Oskar w swojej fikcji literackiej posunął się za daleko, że przekroczył uprawnienia, jakie daje artystyczny immunitet ?

Arek: Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta; po pierwsze, hip hop zawsze rządził się swoimi prawami i nawet jeśli ktoś przegnie, z powodzeniem może się schować za „artystyczną kreacją”, i za „stylem”, ewentualnie rozwiązać temat w stylu Słonia, który „Mutylatora”, zawierającego ponadnormatywną ilość bluzgów i gore-ohydy, rozpoczyna słowami „Joł, jeśli nie rozumiesz fikcji literackiej, to wypierdalaj„. I tu chyba należy przywołać casus sądowych utarczek Nergala – hip hop zamyka się w pewnej, dość hermetycznej, mimo wszystko, przestrzeni i nikt postronny nie jest zmuszony do partycypacji. Jeśli chcę posłuchać sobie fajnej, nieinwazyjnej muzyki, kupuję w sklepie płytę Podsiadło a nie np. wspomnianego Słonia. Jeśli nie chcę słuchać mizoginistycznych nawijek, kupuję płytę Brodki a nie Pro8l3mu. A jeśli ktoś chce znaleźć, nomen omen, problem, to zawsze go znajdzie i zawsze będzie mógł się do czegoś przyczepić. Większym niesmakiem reaguję na puszczane w telewizji oficjalne klipy amerykańskich raperów, gdzie kobieta sprowadzana jest do dość konkretnej i wąskiej roli. I to jakoś nikomu nie przeszkadza, co ciekawe, pewnie ze względu na niezrozumiałe narzecze. Oczywiście, wiadomo, „Na audiencji” to konkretny argument do wszystkich przeciwników hip hopu i tego Pro8l3m nie przeskoczy. Podobnie jak Nergal nie wymaże ze swojego portfolio podartej Biblii (śmiech).

Adam: Zresztą, podobny motyw pojawia się i tutaj, konkretnie we wstępie do numeru „Rotterdam”: „Szanuj lub odejdź, rapu cała masa/ HWDP dziwko, ssij, PRO8L3M zaprasza„. I wydaje się, że poza względami czysto… artystycznymi, odbija się w tym intro także frustracja nawet nie tyle niezrozumieniem, co ciągłym podważaniem prawa do wolnej, nieskrępowanej niczym wypowiedzi artystycznej. Fikcja w rapie to w ogóle ciekawa kwestia, akurat Oskar należy do tych (nielicznych) wykonawców, którzy posługują się nią sprawnie i bezwstydnie. Dla sporej części sceny 83jakiekolwiek podbarwienie historii fikcją, nie daj Boże wymyślanie jakichś alternatywnych światów, to zdrada ideałów i kłamstwo. Dlatego tyle mamy „rapu o rapie”, ale to temat na osobną dyskusję. Wydaje mi się, że po części z tego archetypu rapera definiującego szczerość opisywaniem swojego życia w skali jeden do jednego, narodziła się ta świątobliwa dosłowność towarzysząca odbiorowi co bardziej kontrowersyjnych hip-hopowych tekstów. Druga sprawa: rzeczy, o których pisze Oskar, dzieją się wokół nas. To nie jest hedonistyczny demiurg, to nie są wizje powstałe w jego głowie, on tych zachowań nie promuje. Opisuje zastaną rzeczywistość, odbija ją w krzywym zwierciadle, skupia się na niektórych jej aspektach… Takie jego święte prawo.

Arek: …no i chyba wolę taki zamglony mariaż fikcji z rzeczywistością, albo jak mówisz, krzywe zwierciadło, niż płaczliwe w sumie w swojej ckliwości nawijki Kękę o domowym ciepełku. A jeśli już teksty mają być „o czymś” to preferuję wspomnianych już Sokoła albo Vienia.  W każdym razie, nawet jeśli tu i ówdzie ktoś stęka, że Pro8l3m się kończy, to o tym „kończeniu się” jeszcze sporo się będzie mówić. Pozwolę sobie zatem na śmiałą tezę i pytanie w jednym – słuchając „Widma” będę zastanawiał się, kto i kiedy w 2019 roku przebije tę produkcję, pod względem klimatu, chwytliwości i plastycznie ujętej wulgarności…

Adam: I Małpa, i Małolat przy Sokole i Pro8l3m muszą wypaść blado, i możliwe, że „Wojtek Sokół” i „Widmo” to będą dwie najlepsze w tym roku płyty polskiego hh. Czekam na drugą płytę Almost Famous, bo jeżeli pokuszą się o coś równie świeżego, co pierwsza płyta na samplach od The Black Keys, może być interesująco. Ale generalnie się zgadzam – pomniejszych, ciekawych płyt może być wiele, natomiast w kategorii dużej premiery, światowo wyprodukowanej i pięknie poskładanej, wciąż nie mają sobie równych.

Arek: Pozostaje nadzieja (śmiech)

Nawijali:  Adam Gościniak i Arek Lerch

Zdjęcia: Michał Klusek