PRO8L3M – Art Brut 2 (RHW Records)

Pisanie o hip hopie to ryzykowna zabawa, bo nie jestem hip hopowcem; z drugiej strony, chyba lepiej pisać będąc na zewnątrz niż w środku. Tak czy inaczej, nawet gdybym nie chciał, to o AB2 trzeba napisać bo to płyta nie tyle ważna co potrzebna. Nie wiem czy potrzebna w ogóle, czy właśnie dzisiaj. Nie wiem, czy w dyskografii PRO8L3M ustawia się na końcu stawki, czy w lepszym miejscu. Może inaczej – PRO8L3M to zespół potrzebny i na tyle plastyczny, by z przyjemnością – mimo wszystko – parę słów skrobnąć.

Historia zespołu jest prosta, zaś fakt fascynacji tym składem już nie do końca. Bo z jednej strony ciągle słyszę odnośnie kolejnych płyt, że spoko, że fajnie, ale tylko „czwórka”. Że wszystko jest, że Oskar ma nawijkę jak cholera, ale no, nie wiem… Problem z PRO8L3Mem polega na tym, że geniusz – faktyczny bądź nie – tych dwóch panów prowokuje duże oczekiwania, a oni po prostu jadą swoje i specjalnie nie przejmują się czy są oryginalni, czy może jednak nie. A i tak na tle sceny mocno się wyróżniają. Sam nie wiem czym, może plastycznością, wyrazistym obrazem jaki przedstawiają?  A może tym, że sposób Oskarowej nawijki klei się do ucha i nie chce się odczepić? Że jest w nich coś perwersyjnie naturalnego, że bez wysiłku i wymyślania niestworzonego kontekstu, osiągają stan nirwany. W każdym razie, kupiłem w całości debiut, zachwyciła piosenka „WWW” z ep-ki Hack3d By GH05T 2.0  i spore fragmenty „Ground Zero” – płyta w samochodzie „jechała” non stop, zaś „Widmo” – wbrew opiniom – uważam za najlepsze dokonanie grupy. Rewelacyjnie sklejone sample, Oskar w formie, historie do myślenia. Może brakuje „Na audiencji”#2, ale i tak jest pieprznie. Ok., zatem „Art Brut 2”. Nie powiem, że się spociłem, bo zwyczajnie nie załapałem się na AB 1, nie pasowały mi podkłady, i wbrew pozorom nie była to moja ulubiona płyta. Dlatego czekałem trochę z niepokojem, okazało się jednak, że „dwójeczka” weszła jak po maśle. Inne czasy, inne podejście, produkcja i chyba większa świadomość. No i coś co jest trochę perfidną zagrywką chłopaków, w stosunku do nienajmłodszego przecież gościa. Mianowicie potężna dawka sentymentalnej jazdy po bandzie. Trzeba przyznać, że parę furtek w pamięci płyta otwiera i nie powiem, jest przyjemnie, choć nadal pozostaje świadomość, że to tylko stara, zjechana taśma pamięci.zdj. Piotr Kaczor

Pozostaje pytanie, czy owo „przyjemnie” jest tu wartością, która będzie przesądzać o jakości „AB2”. Założenie podobne jak w przypadku pierwszej płytki. Sample zripowane z klasyków polskiej piosenki, parę szlagierów ładnie wmiksowanych w hip hopowy groove i oczywiście hit o „Domach z betonu” jako wałek ciągnący ten parowóz. Iskrzenie odbywa się tu oczywiście na styku słowa i muzyki. Słowo – czyli w dużej części podróż w przeszłość, do czasów, kiedy bohaterowie dorastali; dostajemy zatem Polskę wyrywającą się do zachodniego świata, z tymi wszystkimi fetyszami, do których mogą niestety wzdychać jedynie ci starsi. Młodzież podejdzie do słów jako do abstrakcyjnych opowiastek, jak rozumiem, nie chodzi tu jednak o reportaże, a o pewne obrazy, klimat. Choć z drugiej strony mamy wspomnienia, chociażby śmierć matki, co nadaje wykreowanej muzyce posmaku autentyczności. A przynajmniej powinno. Zastanawiam się, czy w 2020 roku zostało w tym coś oprócz dobrej zabawy, staram się wyciągnąć z tej płyty esencję, ale muszę polec – zdecydowanie bardziej uderza mnie po pysku „Widmo”, w przypadku „AB2” zwyczajnie dobrze się bawię. A zabawy jest sporo; o „Domach z betonu” i braku wolnej miłości wspomniałem, niewątpliwie banger płyty, hiciarska jest też „Szansa na sukces”. W głowę włażą „Skrable” i „Matchboxy” z hasłowym „to informacje z pewnych źródeł, to małe miasto  wielcy ludzie„. Świetny jest bit w „Na rympał”, ale jest też trochę utworów nawet nie nijakich, ale po prostu słabszych w wyrazie, odstających od wysokiej przeciętnej jaką prezentuje PRO8L3M. Z drugiej strony, poziom rzemiosła prezentowany przez Oskara i Steeza stawia materiał i tak powyżej krajowej średniej, nawet jeśli jest po prostu rozrywkową przerwą między zasadniczymi płytami. Dla samej offbeatowej nawijki Oskara, można płyty słuchać z dużą przyjemnością. Sample jak zwykle przycięte idealnie, wszystko brzmi precyzyjnie i bardzo, bardzo plastycznie, nawet jeśli konstrukcyjnie te numery są w zasadzie jedynie szkicami (choć i szkice można zrobić z biglem, o czym świadczy chociażby „Restart” Bonsoul).

Nawet jeśli nie będzie to materiał, który jakoś specjalnie wstrząśnie sceną hip hopową, nawet jeśli nowy Bonson mocniej łapie za ryj, PRO8L3M pozostaje ewenementem, który będzie wywoływał duże emocje, niezależnie jak będzie oceniana zawartość muzyczna. Pozostawiam te słowa bez oceny, bo wyceniać mógłbym co najwyżej fragmenty.

Arek Lerch