POWER TRIP – Manifest Decimation (Southern Lord)

Pochodzą z Dallas w Teksasie i wywodzą się z szeroko pojętej sceny hard core. Już parę lat temu dali o sobie znać, wydając ep-kę o wdzięcznym tytule „Armageddon Blues”, później jednak stosunkowo mało się wokół nich działo i zniknęli z pola widzenia, przynajmniej dla mnie, aż tu niespodziewanie wpadła w moje łapy świeża, prosto z pieca płyta długogrająca, nazwana „Manifest Decimation”, która dopiero co ujrzała światło dzienne nakładem Southern Lord Records. Już sama okładka zapowiada powrót do korzeni i przypomina grafiką metalowe hordy z lat 80’tych. Muzycznie pozostajemy dokładnie w tej właśnie epoce. Przygotujcie się zatem na prawdziwy „Powrót do przyszłości”, dzięki Power Trip.

Wow! Tyle pomyślałem, zanim to z siebie wykrztusiłem, po przesłuchaniu kilku sekund pierwszego kawałka, od którego pochodzi tytuł płyty, susząc przy tym zęby i podnosząc wysoko brwi ze zdziwienia. Wzięli mnie z zaskoczenia. Być może moja reakcja spowodowana była faktem, że na kilka lat, czyli od 2009 roku, ten band zwyczajnie przepadł w otchłani tego co teraz dzieje się na scenie hc / metal, mam tu na myśli coraz to nowsze zespoły, płyty, wytwórnie i cały bałagan z tym związany; wprost czasem ciężko jest się w tym wszystkim połapać. Ich nazwa jednak nie była mi obca i jeśli w którymś momencie pojawiła się gdzieś na horyzoncie, to poczułem wielką ochotę przetestować ich nowe rękodzieło, bo tak chyba można w telegraficznym skrócie opisać ten album.

Nieodparte skojarzenie z Exodus, Cro-Mags, Leeway, Nuclear Assault i Possessed, mamy tu proszę państwa wszystkiego po trochu, ale nie w nadmiarze. Od samego początku daje się wyczuć bardzo dobry warsztat i znacznie lepszy technicznie poziom, niż przed laty, widać, że panowie nie próżnowali. Wszystko sprawnie zgrane, elegancko uzupełniające się thrash’owe gitary, momentami gęsto od wyjących solówek, potężnie dudniące bębny, mocne chóry i podrasowany lekkim echem wokal, co daje efekt jak na kultowym „Seven Churches”. Jest w tym złość, szybkość, energia i flow. W starym stylu, ale z zajebistym brzmieniem, o jakim kiedyś niektórzy mogli pewnie tylko marzyć. Moje typy na tej płytce to ,,Conditioned to death” – klasyczny 80’s thrash/speed metal, osadzony w średnim tempie ,,Murderers Row”, zupełnie wolny ,,Crossbreaker” i ,,Hammer of Doubt”, który pojawił się wcześniej na składance America’s Hardcore.

Mogę z czystym sumieniem polecić fanom wyżej wspomnianych zespołów i nie sądzę, żeby ktoś mógłby mieć jakieś specjalne „ale”, lub większe oczekiwania, a jeśli nawet, po prostu byłby to fanaberie i wybrzydzanie. „Manifest Decimation” zawiera osiem kawałków, każdy z nich wnosi coś innego i słucha się tego świetnie aż do ostatnich dźwięków, można przy tym pomachać włosami, zdemolować w amoku swój pokój, zjeść pizzę, popijając piwem, albo pojeździć na deskorolce. Gdyby Power Trip powstał 25 lat temu, myślę że każdy szanujący się metalhead i hc kid miałby tę pozycję na swojej półce z winylami. Dzięki nim można się na chwilę cofnąć w czasie i respekt im się za to należy.

 Sam Tromsa

Pięć