POPIÓŁ – Zabobony (Godz Ov War)

O mojej trudnej miłości do folk metalu piszę już tylko przy okazji recenzji płyt Thy Worshiper, bo tylko one dostarczają mi ciekawych refleksji. Całą resztę jestem w stanie opisać gestem machnięcia reką, tudzież wzruszeniem ramion. „Zabobony” są nową-starą płytą twórców „Klechd”, bo to wygrzebany z archiwów, wcześniej nie zarejestrowany łącznik między czasami „Introibo Ad Altare Dei” a erą poreaktywacyjną. Pora więc pochylić się z czułością nad ograniczeniami własnego gustu.

„Zabobony” to etap pośredni nie tylko chronologicznie, ale i estetycznie. Już zatapia się w folk metalu granym z iście progresywnym rozmachem, ale jeszcze tkwi w blackmetalowej wymowie debiutu Thy Worshiper. Być może najlepszym, co przytrafiło się temu materiałowi było wylądowanie w szufladzie w oczekiwaniu na lepsze czasy, bo…. One właśnie nastały. Popiół jest zespołem, który odgrywa własne archiwalia tak, jakby nigdy nie miały brzmieć inaczej. Czysto „technicznie” na sprawę patrząc ta płyta ścina z nóg wykonaniem, aranżacjami, drapieżnością i charakterem. Byłbym głuchy albo nieuczciwy nie doceniając tego, jak bardzo twórcy wierzą w to, co grają i jak dobrze im to granie wychodzi. No ale niestety, nie padnę przed tą płytą jak drzewo wycięte w świętym gaju. Ani tym razem, ani żadnym innym.

Współczesny podziemny metal jest na tyle rozrośnięty, że każdy może znaleźć sobie taką jego odnogę, której pasjami będzie nie cierpieć. Moim antygraalem jest folk metal odczytywany dosłownie. Uwielbiam ludowość w metalu rozumianą jako sięganie do prymitywnych rozwiązań, redukcję formy i naiwność – wszystko to fantastycznie równoważy dojrzewanie i rozrost ambicji black metalu. Nie kupuję natomiast splatania folku i metalu na poziomie formuły muzycznej i aranżu. Odbijam się od brzdąkania na bałałajkach, od gęśli powplatanych między riffy, od czegoś, co brzmi jak próba przeplecenia ludową pieśnią metalowej piosenki. Pół biedy, jeśli nie są to karczmiane przyśpiewki i kiedy jest to tak doskonale zagrane jak na „Zabobonach”, ale to dla mnie i tak nie do przejścia. Metal pasuje mi do folku jak koncert Plagi do skansenu w Szybarku. Stwierdzam to z pełną świadomością oczywistego faktu, że taki konglomerat istnieje, ma się dobrze i posiada mnóstwo zwolenników.Popiół

„Zabobony” są w swojej estetyce i ze swoimi wyborami artystycznymi najbliżej tego, co mógłbym jako folk metal polubić – dużo bliżej niż „Klechdy” czy „Czarna dzika czerwień” Thy Worshiper. Niestety, jestem „Jancio z kamiennym sercem, Jancio z zamkniętą głową” i się w Popiele nie zakocham. Jakaś część mnie chciałaby się na takie granie otworzyć i się nim zachwycić, bo jest czym, bo lepiej niż „Zabobony” to się może i da, ale ja nie słyszałem. Może więc rekomendacja typa, który nie lubi takiej muzyki będzie cenniejsza niż zachwyty fanów gatunku, a oni to wiadomo, z założenia podchodzą przychylnie. Jeśli więc kochasz black metal z ludowym pazurem, napisz sobie tam jakieś pięć punktów pod recenzją i idź do Godz Ov War na zakupy.

Bartosz Cieślak