POLIÇA – Music For The Long Emergency (Totally Gross National Product)

Dopiero co w recenzji „POST-” Jeffa Rosenstocka pisałem, że temat wyborów z 2016 przewija się w amerykańskiej muzyce nadzwyczaj często (fakt, nie opinia), a już mam kolejne owego faktu potwierdzenie. „Music For The Long Emergency” – płyta nagrana wspólnie przez art-popową grupę Poliça oraz orkiestralny, berliński kolektyw s t a r g a z e – może i nie jest nasiąknięta z jednej strony zawodem, a z drugiej strachem co do przyszłości w równym stopniu co dzieło 35-letniego półpunkowca, ale niewątpliwie unosi się nad tą płytą pytanie zadane w, notabene, najlepszym numerze na krążku: „How is this happening?”. Odpowiedzi nie uzyskujemy.

Żeby nie było – Poliça skręciła w politykę już na poprzedniej płycie, a przecież album „United Crushers” został wydany, kiedy Trump był dopiero kandydatem w prawyoborach Partii Republikańskiej. Trudno więc mówić o jakimś zdecydowanym antytrumpowym manifeście – ot, grupa kontynuuje podjętą wcześniej tematykę. Z kolektywem s t a r g a z e oraz jego dyrygentem André de Ridderem spotkali się 2 lata temu w Berlinie; praca nad muzyką, która znalazła się na „Music For The Long Emergency” trwała 18 miesięcy i zapewne obfitowała w setki, jeśli nie tysiące wymienionych maili i połączeń przez Skype’a. Pomimo geograficznych różnic, które – jak możemy się domyślać – nie ułatwiały muzykom zadania, krążek brzmi bardzo spójnie. Orkiestracje Berlińczyków świetnie uzupełniają się z art popowymi kompozycjami Poliçy. Nie słychać w tym żadnej sztuczności, łączenia ze sobą dwóch różnych światów na siłę ani niczego podobnego, wprost przeciwnie. Kapitalnie udało się wykorzystać potencjał drzemiący w tej kolaboracji. Amerykańska grupa zawsze lubiła bawić się w swojej twórczości elektroniką, zazwyczaj z powodzeniem, natomiast s t a r g a z e to muzycy klasyczni – a wiadomo, że mariaż muzyki klasycznej z elektroniczną to spore wyzwanie. Tutaj udało się całkiem dobrze. Nawet wybitnie trip hopowa kompozycja jaką jest „Marrow” brzmi wyjątkowo dobrze z orkiestracjami.P

Krążek zawiera siedem kompozycji. Pierwsze cztery to piosenki. Ładne, wpadające w ucho, ale bez szaleństw. Ostatnie trzy kompozycje są bardziej eksperymentalne. „Cursed” to schizofreniczny post-kraut wymieszany z trip hopem, gdzie trochę na siłę i niepotrzebnie wepchnięto całkiem chwytliwy refren, pasujący to tej obłąkanej ścieżki dźwiękowej jak pięść do nosa. Po szaleńczym „Cursed” mamy wspomniane we wstępie „How Is This Happening”; ponoć Channy Leaneagh napisała tę kompozycję 5 listopada 2016 roku. Usiadłam i napisałam słowa wyobrażając sobie, że śpiewam je w harmonii ze skrzypcami i dęciakami – mówiła w rozmowie z Consequence Of Sound. Nie ukrywam, że część mnie, ta bardziej eksperymentalna część, chciałaby aby cała płyta była taka; wtedy jednak odzywa się ta część, która lubi ładne piosenki i stwierdzam, że tak jak jest, jest dobrze. A na koniec dostaję jeszcze kawałek tytułowy, który jest kompromisem pomiędzy piosenką, a eksperymentem, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że nic bym w tym krążku nie zmieniał.

Paweł Drabarek

Pięć