PLUJĘ SMOŁĄ – Trzy odcienie gwałtu

Maltretować, rozszarpywać na strzępy, przepuszczać przez maszynkę do mielenia. Nie przejąłem kontroli nad umysłami grindowców, aczkolwiek jestem niemal pewien, że ww. rodzaje tortur od początku przyświecają im w momencie tworzenia plugawych dźwięków. Bo grindcore to świetna muzyka i równie udany temat na książkę bądź esej. Melodyjne to to nie jest, nie było i nie zostanie, pozbawione chwytliwych motywów, brzydkie, wydzielające nieprzyjemny zapach i upstrzone wągrami, bruzdami, takoż innymi okropieństwami. A jednak ma rzeszę wiernych fanów, by dodatkowo zostać docenionym przez samego Artura Rojka (obecność Brutal Truth i Napalm Death na OFF Festival wyjaśnia wszystko). Dzisiaj kuchnia serwuje dania, które na bank przysporzą wam grypy żołądkowej i gorączki: Nashgul, Agathocles oraz Cruz.

Nie ukrywam – też grindcore lubię. Daleko mi wprawdzie do gatunkowych maniaków, którzy łakną i pożądają każdego ekskrementu spreparowanego przez swoich idoli, aczkolwiek niewątpliwie doceniam. Szanuję bezpośredni prymitywizm, radykalizm przekazu, by na dosadności w nim zawartej zakończyć. Chwila, jaki przekaz? Czy te piosenki o chędożeniu padliny, brutalnych morderstwach i zarazie szeroko pojętej takowy niosą? Może szczątkowy, ale odpowiedź cisnąca się na usta, to: tak. A tak wyszło, że Nashgul wykreował mielonkę, którą od dawna cenię sobie najbardziej. Panowie kochają szybko, brutalnie i do przodu, toteż w takiej konwencji utrzymany jest “Carcava”. Nie wyróżnia się żaden utwór, bo i dlaczego miałby? Ot, rozlewa się hektolitrami rzeka wymiocin, zarazków i potwornej defekacji, płynąc pod prąd, tak jak tygryski lubią najbardziej. Jest więc i grindcore’owa miłość do strzałów szybkich, a co za tym idzie bestialskich. Są death metalowe wpływy (zwłaszcza te skandynawskie), by jeszcze gdzieś tam w tle poszalał sobie klasyczny hardcore.N

U Nashgul buzuje on w tle, a socjopaci z Agathocles postawili na osadzeniu w nim esencji swojej mikstury choróbstw. “Commence to Mince” to oferta przygody jeszcze dzikszej i okrutniejszej od “Carcava”. Pamiętacie może starą kapelę o nazwie Discordance Axis? Jeśli tak, w niej możecie upatrywać głównych inspiracji Agathocles. To jest właściwa definicja ekstremy w muzyce. Nieomal groteskowe tempa, sunące kaskady blast beatów i wtórujące im skrzeki, growle, wrzaski piski i wszystko inne, czego obawiają się twoi sąsiedzi w podeszłym wieku. Ah, jakie to brutalne! Ah, jakie gniewne! Jeśli po lekturze “Commence to Mince” nie zniszczycie doszczętnie swojego mieszkania, toście kucyki, nie metalowcy z krwi i kości. I brudu.A

Pozostawiony na szarym końcu Cruz jest definitywnie najłagodniejszym gościem dzisiejszego odcinka, lecz przymiotnik “łagodny” pasuje tu jak klawisze do black metalu. Wywodzący się z serca Katalonii nosiciele śmiercionośnej zarazy, rzadko kiedy sprowadzają swój łomot do grindcore’owej furii. Stawiają raczej na potęgę grobowych, deathmetalowych riffów, poprzez uzupełnienie ich suplementem thrashowej agresji. “Culto Abysmal” z pewnością należy do płyt wtórnych, może nawet trącących myszką, lecz kto będzie zaprzątał sobie tym głowę? Na pewno nie ja, zwłaszcza gdy już dostanę w łeb kanonadą gitarowych much spowitych cmentarną aurą, dyktującą rytm krążka. Brzmi fajnie? Jasne, że tak!C

Niech żyje śmierć i wszelkie spowinowacone z nią bezeceństwa!

Wszystkie krążki wydała wytwórnia Selfmadegod Records:

Nashgul – “Carcava”

Agathocles- “Commence to Mine”

Cruz – “Culto Abysmal”

Łukasz Brzozowski