PLUJĘ SMOŁĄ – Mania prędkości

Ponoć thrash metal to umierający gatunek. Młode kapele rozczarowują zbyt wyraźnym powielaniem lata temu wykształconych schematów, starzy wyjadacze popadają w zbędny koniunkturalizm albo chłoszczą na pół gwizdka. Na szczęście, jednak nie wszyscy. Dzisiaj opowiem tym, jak jeden stary pokonał rówieśnika i pojętnego ucznia.

Testament już od lat jest marką opatrzoną statusem wybawicieli thrash metalu. Coś w tym jest… Kiedy mainstreamowa część gatunku podążała śladami gwiazd rocka, a podziemni wojownicy zagłuszeni zostali przez skoczny rytm nu-metalowej rewolucji, ekipa Erica Petersona stała na straży marniejącego z roku na rok thrashu. Świadectwem wyśmienitej formy był wydany 17 lat temu krążek “The Gathering” – do dziś aktualna recepta na stuprocentowy destylat thrash/death metalu uprawianego podług współczesnych standardów. Nieśmiertelny wzorzec dla młodych, źródło twórczego punktu wyjścia dla samych autorów. W XXI wieku Testament nie próżnował. Wydali przyzwoite “The Formation of Damnation”, wyścielone hitami Dark Roots of Earth, ale obecność Gene Hoglana i Steve’a DiGiorgio w składzie aż prosi się o jeszcze intensywniejszą petardę śmiercionośnego thrashu. Takie właśnie jest “Brotherhood of Snake”. Agresywne, nieposkromione, sukcesywnie gniotące napotkane na swojej drodze przeszkody. Oczywiście, panowie nie zapomnieli o rozbudowanych partiach  solowych, sterylnej produkcji i odrobinie luzującego szalenie pulsującą całość groove. Jedenasty krążek Testament to przede wszystkim gwarancja przyjemnie spędzonych kilkudziesięciu minut. Dawka niezobowiązującego łomotu do potupania nóżką i okazjonalnych, padaczkowych ruchów głową. A do takich zmusić może prujący przed siebie “Stronghold”, powściągane średnim tempem “Seven Seals” lub też gromiący od pierwszych sekund utwór tytułowy. Naprawdę dobra propozycja. Taka niezależna, robiona dla przyjemności…13906671_10157211058575332_9119799009445342773_n

…czego z pewnością nie można powiedzieć o “P.E.E.P. Show” Acid Drinkers. W żadnym wypadku nie zdziwił mnie ten obrót sytuacji. Od początku do końcówki lat 90. poznańska formacja była jedną z najważniejszych w polskim i europejskim thrash metalu. Inni odwzorowywali, a oni sami kreowali trendy. W czasach, gdy metalowcom przez głowę nie przechodziły eksperymenty, oni wraz z Edytą Bartosiewicz przearanżowali sztandarowy hit Metalliki w duchu nacechowanego typowym dla Kwasożłopów luzem flamenco – “Seek & Destroy”. Te lata minęły bezpowrotnie, a Acidzi od momentu wydania La Part Du Diable wydają się być cieniem samych siebie, grupą kopiującą znane i lubiane obecnie patenty. O ile na “Verses of Steel” rzeczywiście można było odkryć powiew świeżości, o tyle później było już tylko gorzej. I w ten sposób dotarliśmy do ich najnowszej płyty. “P.E.E.P. Show” na pierwszy rzut oka wydaje się być substytutem legendarnego już “Infernal Connection”, ale takim zupełnie wypranym z towarzyszącego ww. pozycji gniewu i rebelianckiego nastawienia. Ponadto naszpikowanym nowoczesnym metalem w złym guście. Boli ten upychany na siłę djent, inkorporacja deathcore’u i usilne próby unowocześniania muzyki. Świetnym tego przykładem jest “Become a Bitch” – z jednej strony napędzany marszowym rytmem, ale z drugiej: po co te slide’y, po co te puszczanie oka a nawet dwóch w stronę fanów Meshuggah?14115420_10155054614241002_8483091033226117764_o

Uff, męcząca to przeprawa była. Zmieniam więc spektrum polowań na dobry thrash, i znowu uciekam za Wielką Wodę. W odróżnieniu od Kwasożłopów, Revocation (bo o nich mowa…) nigdy mnie jeszcze nie zawiedli. Frontman formacji, David Davidson, sprawia wrażenie XXI-wiecznego wizjonera skostniałego do przesady thrash metalu. Na wydanym pięć wiosen temu “Chaos of Forms” Revocation wrzucili do miksera wszystkie swoje muzyczne fascynacje: techniczny thrash metal, intensywnie łupiący death, odrobinę blacku, oniryczny fusion, a nawet bluesa i hard rocka! Świetnie, prawda? Równie ciekawie na tle wspomnianej płyty wypada przedostatni materiał formacji – “Deathless”. Album znacznie bardziej stonowany, dojrzały, intrygujący pakietem ciekawych rozwiązań stylistycznych, lecz utrzymany raczej w stylu melodyjnego death metalu i wtórującego mu thrashu z progresywnymi inklinacjami. Na szóstego długograja kwintetu z Massachusetts czekałem z niecierpliwością. I wyszło, jak to w życiu bywa: z dużej chmury mały deszcz. Teoretycznie “Great Is Our Sin” nie brakuje zupełnie niczego. Są thrashowe strzały podkreślone chirurgicznie precyzyjnym brzmieniem i instrumentalną wirtuozerią, jest seria death metalowych kanonad, ale – tak, jak u Acid’s – bez duszy to wszystko. Bezpłciowe, jowialne. Posłuchajcie “Arbiters of the Apocalypse”. Czy to jest muzyka na miarę największych twórców thrash metalu wśród młodego pokolenia!? Niestety, lecz Vektor wygrał z ekipą Davidsona w cuglach. Terminal Redux jest może i niezbyt przyswajalna, ale po prostu przykuwa uwagę na okres dłuższy niż pięć minut. Nawet jeśli nie wymienię jednym tchem całej tracklisty krążek tworzącej.13239874_10153681428831194_2790600540908185143_n

Jak to jest w końcu z tym thrashem? Niemiecka, teutońska trójca rozczarowała po całej linii. Wielka Czwórka w połowie spisała się dobrze. Overkill i Death Angel jak zawsze nieco w cieniu, ale konkurencję zamietli. Ale czym są dwie kapele na thrashowym morzu co chwilę zwiększającym swoje rozmiary?

Łukasz Brzozowski

Testament – “Brotherhood of the Snake” (Nuclear Blast)

Acid Drinkers – “P.E.E.P. Show” (Makumba Music)

Revocation – “Great Is Our Sin” (Metal Blade)