PIOTR SCHMIDT & WOJCIECH NIEDZIELA DUO – Dark Morning (SJ Rec.)

Powoli, powoli jazz zaczyna gościć na naszych łamach, co jedni przyjmą z obojętnością, inni popukają się w czoło, bo gdzie tu ekstrema, gdzie hałas, panie. No, hałasu nie ma, w szczególności na takiej płycie, jak niżej opisana. To kraina spokoju, medytacji i pięknych, choć i wymagających harmonii.

Nie ukrywam, że ta płyta była dla mnie niejakim wyzwaniem, bo zazwyczaj lubuję się w jazzie opartym na choćby znikomym groovie, z większą dozą eksperymentu. W przypadku tej płyty mamy do czynienia z duetem – Piotr Schmidt dmie w trąbkę a Wojciech Niedziela stuka w fortepian. Tylko tyle. Obydwaj panowie to uznane persony, twórcy, wykładowcy na akademiach muzycznych, zatem wiadomo, że żadnych przypadkowych dźwięków na tej płycie nie znajdziemy. Przyznam, troszkę obawiałem się, że wirtuozi z zacięciem pedagogicznym będą kierować się raczej w stronę dźwięków, hmmm, wydumanych, może nawet ciężkostrawnych. I tu pierwsze zaskoczenie, bo muzyka należy raczej do gatunku „easy listening”, balansując na granicy jazzowej tradycji, szacunku do melodii i dyskretnego kunsztu, który nie przytłacza samych kompozycji.PIOTR SCHMIDT & WOJCIECH NIEDZIELA DUO

Nie oznacza to jednak banału a raczej bardzo przyjemne dla ucha dźwięki; muzycy unikają zbyt mocnych fraz i akcentów, skupiają się na wydobywaniu z instrumentów pięknych kolorów, bardziej w tradycji balladowej, jednak oszczędność instrumentalna i kompozycyjna dodaje muzyce pewnej, wysmakowanej surowości. Mocniejsze fragmenty zdarzają się rzadko (np. w „Sanostolu”), duet bardzo umiejętnie korzysta z dobrodziejstw improwizacji, choć nie jestem w stanie powiedzieć, na ile jest ta płyta zaaranżowana i gdzie muzycy puszczają wodze fantazji. Ta równowaga między zwartą kompozycją a swobodnymi poszukiwaniami jest największą zaletą; panowie prowadzą spokojne, dalekie od przekrzykiwania się dialogi, dźwięk klarownie płynie, zachowując wewnętrzny, nieśmiały puls, zdecydowanie koi nerwy u wprowadza w świetny, wcale nie tak znowu mroczny nastrój. Jeśli miałbym leciutko westchnąć, to na myśl o tym, jak ta muzyka zabrzmiałaby, gdyby obok duetu pojawił się np. perkusista Michał Miśkiewicz. To byłoby coś…

Arek Lerch 

Pięć