PIOTR DAMASIEWICZ & POWER OF THE HORNS ENSEMBLE – Polska (Astigmatic)

Czy tytuł płyty musi być pompatyczny? Bo taki jest i jednocześnie różne rzeczy sugeruje. Na szczęście, nie mamy do czynienia z jakimś politycznym bohomazem, próbą zjednania ortodoksów a jedynie pewną klamrą, pokazującą, w jakim obszarze obraca się dziewięcioosobowy skład dowodzony przez charyzmatycznego trębacza  Piotra Damasiewicza. Czyli szukamy wszystkiego, co stanowi fundament fenomenu o nazwie „polski jazz”.

Jeśli przyjąć, że EABS to taki odziany w przyduże, hip-hopowe ciuchy geniusz – naturszczyk, to Power of the Horns Damasiewicza jest jego starszym bratem, ubranym w dobrze skrojony garnitur, z drogim cygarem w ustach. Być może porównanie trochę naciągane, ale te dwa składy zmierzają w tym samym kierunku, tylko różnymi drogami. W obydwu przypadkach chodzi o to, by na nowo zrozumieć polski, stary i nadal dobry jazz. EABS zrobili to dosłownie za pierwszym razem, wywracając Komedę, Damasiewicz ze swoim składem nie próbuje niczego wywracać, tylko szuka nadwiślańskiego ducha wśród ułożonych nutek. I tak brzmi „Polska”. Z jednej strony dystyngowanie, prezentując skądś znane zwroty melodyczne, piękne współbrzmienia rozbudowanej sekcji dętej (w czym przoduje dwuczęściowy utwór tytułowy…), ale jednocześnie nasuwa mi się pytanie, czy tak zagraliby dawni, nieżyjący mistrzowie. I w odpowiedzi dostrzegam jednak ten współczesny sznyt, który korzysta z tradycji, ale ma zupełnie inny, rzekłbym – łobuzerski, feeling. Coś ulotnego, tkwiącego w ludziach, którzy nie muszą walczyć z systemem i odpowiadać na komunistyczną przaśność tzw. jazdą po bandzie. A jeśli już zaszaleją, to właśnie muzycznie.Power of the horns...

Najciekawsze momenty płyty to te, kiedy kompozycje urywają się z łańcucha. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że wszystko jest tu dopięte na ostatni guzik, jednak, kiedy słucham szczególnie drugiej części „Polski” czy „Kleofasa”, gdzie wszystko zdaje się niemal wyskakiwać z głośników i młodzieńcza energia przejmuje stery, wiem, że to nie jest odgrywanie tradycyjnych tematów, ale żywa i nadal aktualna muzyka. Zgodnie z nazwą, prym wiodą tu instrumenty dęte, momentami brzmi to faktycznie jak cała orkiestra, jednak całość jest bardzo klarowna. Aranżacyjnym majstersztykiem jest „Psalm for William Parker”, gdzie przez 13 minut prowadzona jest bezbłędna narracja, piękne dialogi, ale zwracam szczególnie uwagę na sekcję rytmiczną, budującą lekko zapętlony, repetytywny fundament. W zespole mieszczą się aż dwa kontrabasy, co daje momentami bardzo fajny wzmocniony efekt pod improwizacje dęciaków. Bardzo klasyczne podkłady produkuje pianista Dominik Wania, a momenty, kiedy cała dziewiątka wznosi się na improwizacyjne wyżyny zapierają dech w piersiach. Wspomniałem na początku, że podobną ścieżka podąża EABS, jednak trupa Damasiewicza bardziej dosłownie traktuje klasykę gatunku. Wprawne ucho bez problemu wyczuje wpływy wielkich polskich mistrzów, tym bardziej, że jest to materiał bardzo melodyjny, mimo instrumentalnego przepychu łatwo wpadający w ucho. I stosunkowo krótki, jednak jego intensywność i masa świetnych dialogów chyba wynagradza ten fakt. W sumie lepszy niedosyt niż zmęczenie. Bardzo dobra płyta, która spokojnie może brylować w rocznych podsumowaniach.

Arek Lerch 

Zdjęcie: Kasia Stańczyk

Sześć