[PERU] – Ktoś z nich (Extinction Records)

Gdzieś i kiedyś napisałem, że noise rock, przyporządkowany latom jedynie słusznym i właściwym, dzisiaj może być co najwyżej grany wiernopoddańczo, bo lepiej i oryginalniej się nie da. Coś w tym jest i nadal wiernym tej idei, jednak zauważam też, że od czasu do czasu ktoś próbuje schedę po Albinim&co w jakiś twórczy sposób przerobić. Lubelski [peru] znalazł na to swój sposób, za co kłaniam się im nisko.

„Święty umiera za wiarę, nawet gdy zabija go AIDS. A ty umrzesz raczej cicho, nawet gdy wrzeszczy twoja krzywda (…) Masz tu kij i uderz, skoro biega zamiast czuwać. To dla jego dobra, by nie zaczął być zbyt szybko niezależny (…) Mamy rację bo jest nas więcej a ty jesteś nikim bo jest cię mniej (…) Twój brak wątpliwości ważniejszy jest od prawdy. I tak nie uwierzysz, kiedy powiem ci jak jest (…). To tylko krótki wyciąg z literackich przemyśleń jakie znalazły się na płycie „Ktoś z nich”. W dodatku wspomaganych fajnymi grafikami, które czynią te słowa jeszcze bardziej sugestywnymi. Ok. Można potraktować je jako punkową naiwność. Można też przyjrzeć się im z bliska. Muzycy komentują to w prosty sposób – mówimy komuś „uważaj”, ale nie znaczy to, że będziemy za niego uważać. Czyli każdy musi sam dojść do tego, czy będzie się z tego śmiał, czy pomyśli chwilę dłużej i… Resztę pozostawiam słuchaczom. Podkreślając wątki literackie, dotknąłem też bardzo istotnej kwestii. [peru] to pierwszy chyba zespół, który ożenił noise rockowe patenty z zaangażowanymi, hc/punkowymi słowami. I jako taki jest jednym z oryginalniejszych, niezależnych tworów na naszej scenie.peru

Z drugiej strony, muzyka, jaka znalazła się na płycie to osiem kawałków uwielbienia dla Shellac, Hammerhead czy The Jesus Lizard. Często dawałem wyraz moim fascynacjom związanym z noise lat 90 – tych, jeśli zatem spodziewacie się, że obiektywnie ocenię te dźwięki, jesteście w błędzie. To dobrze przemyślany materiał, rozpinający się między zdyscyplinowaną grą sekcji, świetnie pulsującym, szorstkim basem oraz gitarowymi zgrzytami i dystrocjami. Momentami robi się faktycznie lekko punkowo, jednak taka dawka ulicy dodaje muzyce autentyczności, brudu i nie sądzę, by ktokolwiek mógł [peru] zarzucić, że próbują reanimować trupa. Jasne, dla kogoś obytego z tamtą sceną będzie tu sporo oczywistych rozwiązań, jednak – co mnie ciągle i niezmiennie zadziwia – takie dźwięki nadal, mimo, że od ich narodzin mijają już dwie dekady, brzmią niesamowicie świeżo, trzeba zatem uznać, że pomysł z ich wykorzystaniem jest dużo lepszy niż próby stworzenia kolejnego, typowo punkowego wyziewu. [peru] bierze zatem z każdej ze scen co najlepsze – zaangażowanie, bezkompromisową postawę i hałas, nobilitowany do rangi sztuki. Chropowatej, trudnej, ale fascynującej.

Nie sądzę, by zespół mógł wywrócić scenę niezależną do góry nogami, bo ich protoplaści tego nie dokonali, jeśli jednak chcecie posłuchać czegoś inteligentnego, mocnego i żarliwego w swojej – być może – naiwności, wato po płytę „Ktoś z nich” sięgnąć, bo to kawał solidnej i niesztampowej roboty.

Arek Lerch

Zdjęcie: Paweł Garwol

Pięć