PAULINA PRZYBYSZ – Chodź tu (Kayax)

Przyznam, że na początku miałem z tą płytą problem – poczułem się niemal jak skrzywdzony chłopczyk – jak to, nie ma mojego ulubionego składu Rita Pax?! Rap?! Sztuczne bity… Nie, to przecież już było, wszyscy tak grają… Cóż, każdy może się mylić, bo jeśli nawet Paulina Przybysz wykorzystała w pewnym sensie modną konwencję, to zrobiła to z charakterystyczną dla siebie perfekcją i finezją. Im dłużej „Chodź tu” słucham, tym bardziej mi się podoba. Musiałem po prostu do tej wizji dojrzeć.

Nie ulega wątpliwości, że dla Pauliny nowa płyta jest czymś w rodzaju manifestu. Tego krzyku z okładki, sprzeciwu wobec wielu rzeczy, które wokół się dzieją. I to od razu słychać – ten bunt czy niezadowolenie; być może właśnie słowa w tym przypadku były motorem napędowym. Zaś sama warstwa muzyczna to przykład wykorzystania rozlicznych fascynacji i doświadczeń, które wokalistka zebrała po drodze. Zastanawiam się też, na ile jest to wyraz zniechęcenia czy zmęczenia prowadzeniem typowego zespołu. Rita Pax, choć druga płyta tego składu – „Old Transport Wonders” – nadal jest dla mnie genialna, jakoś nie przebiła się do świadomości masowej, dlatego Paulina dokonuje lekkiego kroku w tył, wracając do elektroniki, tworząc coś w rodzaju oręża do nowej walki. I chyba się udało, bo „Chodź tu” aż kipi siłami witalnymi i świetnymi pomysłami.Paulina zd. Łukasz Ziętek

Katalog możliwości, jakie przedstawia Paulina jest przebogaty – dużo fajnego electro soulu (sistarsowe „Popadamy”, IDM-owy „Kumoi” czy naszpikowany zgrabnie poskładanymi samplami perkusyjnymi „No Entrance”), dużo tripów, ciążących w stronę tańca („Buy Me the Song”) i wreszcie prawdziwe petardy w postaci hitu z przesłaniem „Dzielne kobiety” czy równie dobrego, znakomicie zinstrumentowanego „Prix”. Prawdziwym protest songiem pozostaje też, niepotrzebnie chyba upchnięty na końcu płyty, „System”. Wokalnie Paulina prezentuje samo dobro, bo choć do rapowanek musiałem się trochę przyzwyczajać, jednak finalnie okazują się być one świetnym uzupełnieniem śpiewu a w przypadku wspomnianych „Dzielnych kobiet” taka forma ekspresji jeszcze bardziej podkreśla tekst. Prawdziwym dobrem tej płyty są jednak aranżacje, bo tu można się autentycznie zachwycić. Wszystko jest z jednej strony zwarte i dość oszczędne, jednak każdy dźwięk, każdy sampl i bit mają precyzyjnie określone miejsce, nie gryzą się, tylko wzajemnie przenikają; pod tym względem majstersztykiem jest mistrzowsko skonstruowana piosenka „Drewno”, zresztą, w większości „Chodź tu” mami aranżacyjną dojrzałością. W większości, bo mam jednak wrażenie, że w końcówce robi się trochę gorzej – z mojego punktu widzenia „Chokin” czy „Padawan” to piosenki, które zasługują najwyżej na stronę B singla.

Nowe wcielenie Pauliny w końcu mnie przekonało – jest w tym pomysł, jest idea, chcę doświadczyć tej muzyki na żywo (ciekawe, jak o wszystko zostanie „sprzedane”?), choć nadal liczę, że kiedyś powróci Rita Pax z fenomenalną pieśnią „Too Much”

Arek Lerch

Zdjęcie: Łukasz Ziętek

Pięć