PAPA ROACH – F.E.A.R. (Eleven Seven Music)

Redakcyjny kolega na łamach innego portalu przekonywał o tym, że najnowsza pozycja w dorobku Papa Roach nie jest albumem złym, ale dalekim też od ideału i powagi jaką powinni się cechować niemłodzi już członkowie zespołu. Dodał do tego swoje fascynacje grupą z czasów młodzieńczych i starał się doszukać podobnych wrażeń na „F.E.A.R”. To, czego nie znalazł, mi na szczęście, udało się odnaleźć.

Nie ukrywam, że dekadę temu, kiedy grupa śmiało mogła odtrąbić komercyjny i stadionowy wręcz sukces, zespół z Vacaville w stanie Kalifornia, robił na mnie niemałe wrażenie. Jak na rockowy band, brzmieli zaskakująco metalowo, a z drugiej strony, cechowała ich niemal popowa nośność kompozycji. Ten schemat szybko podchwyciły dziesiątki innych załóg, w tym metalcore’owych, które zaczęły szukać inspiracji poza melodyjnym death metalem, no i stało się. Papa Roach zostali zespołem… wpływowym.

Po latach z sentymentem słucham „The Last Resort” czy „Getting Away With Murder”, i choć teraz szukam zupełnie innych środków wyrazu, nie umniejszam dawnemu Papa Roach mocy. Jak sprawa ma się dziś? Ano, dość podobnie, choć w wielu miejscach równie zaskakująco jak przed laty. Ósmy krążek w dorobku formacji dowodzonej przez Jacoba Shaddixa i Jerry’ego Hortona cechuje się zarówno tą wspomnianą wcześniej przebojowością – choć tym razem jest to zasługa elektroniki, która fragmentarycznie gra pierwsze skrzypce, wściekłością, której powinni zazdrościć muzycy choćby Three Days Grace, no i rytmem, który odgrywa najistotniejszą rolę po w 90 % zawsze śpiewanych wokalach Shaddixa. Kręgosłup rytmiczny Papa Roach wali po pysku najmocniej, czego dowodem jest singlowe „Broken As Me” oraz najbardziej frapujący numer na płycie, będący rockową odpowiedzią na djentowe killery – „Falling Apart”.Papa Band

Jeśli miałbym wybrać najbardziej reprezentatywny numer dla całego longa, byłby to ten ostatni. Pod względem brzmienia i zakorzenionego gdzieś pomiędzy Deftones a prog metalem ostatnich lat, mimo wszystko wpisuje się w podręcznikowy zestaw utworów Papa Roach. Stworzonych pod koncerty jak i do słuchania z chłopakiem/dziewczyną. Innymi słowy, nawet wtedy, kiedy panowie próbują rzeczy nowych, nie odbiegają od swojego stylu. W końcu, ten zespół to rock/metalowa instytucja, która mimo spokoju o własną przyszłość, woli dostarczać słuchaczom pewniaków, których długo nie będą mogli zapomnieć.

Grzegorz „Chain” Pindor

Cztery