OMERTA – Old School New Days (Spook Records)

Co ma podhalańska Omerta czego nie mają inne hardcore’owe załogi? Zdecydowanie ogromny staż na scenie i doświadczenie (muzycy formacji to prawdziwi weterani) oraz spory dystans do otaczającej ich rzeczywistości. Panowie mocno tkwią w brzmieniu sprzed przynajmniej piętnastu lat i nic nie robią sobie z przemijających trendów oraz stylistycznych nowinek. Hardcore po góralsku ma być surowy, pozbawiony cukierkowości i lekko toporny (co w tym przypadku nie do końca jest wadą).

„Old School New Days” jak na oficjalny debiut pod tą nazwą jest materiałem przyzwoitym, do bólu – nomen omen – oldschoolowym, przez co mocno wtórnym. Echa metalowego brzmienia dodają załodze z Zakopanego ikry, ale w ostatecznym rozrachunku, propozycja Omerty na dłuższą metę tylko może, ale nie musi się podobać. Gdzieniegdzie niemłodzi już załoganci powciskali melodyjniejsze zagrywki, co dodało debiutowi nośnego sznytu, tylko co z tego, skoro w studyjnej odsłonie Omerta zamiast walić po pysku jak ich ulubieńcy z Agnostic Front, Sheer Terror czy Skarhead, tylko muska policzki słuchacza. Niby jest agresja, wściekłość – a raczej zadziorność – ale furia, która ma cechować ten gatunek, nie została zawarta w długograju górali. Możliwe, że niepotrzebnie się czepiam, bo wynika to z mojego przyzwyczajenia do bardziej czytelnych produkcji (a na pewno głośniejszych i z mocniej wysuniętymi do przodu beczkami) i choćbym tego bardzo chciał, na propozycję Omerty nie przystaję.

Grzegorz „Chain” Pindor

Dwa i pół