ODRAZA – Kir (Arachnophobia Records)

Ubiegły rok w polskim podziemiu należał bez wątpienia do Odrazy. Esperalem tkane to debiut, który autentycznie wstrząsnął naszym zmurszałym i porosłym mchem,  metalowym undergroundem. Oczywiście, nie chodzi tu o Szatan wie jakie nowatorstwo bo muzycy tego zespołu nie wymyślili prochu na nowo, ale o wręcz oszałamiająco bezpośredni ładunek emocji, dostarczonej słuchaczom za pomocą około black metalowej formy przez sprawców zamieszania. Prawdę mówiąc, debiut Odrazy to jedna z niewielu płyt wydanych w roku 2014, do których wracam często i z prawdziwą przyjemnością.

Właściwie w każdym z udzielonych po premierze płyty wywiadów muzycy mówili, że granie na żywo raczej nie wchodzi w grę. Tymczasem życie dość szybko zweryfikowało te słowa, ale żeby nie było tak miło i przyjemnie, zamiast Odrazy na deskach scenicznych stanął projekt O. Mini album „Kir” jest zapisem koncertu zagranego wiosną tego roku na terenie krakowskiej Fabryki Oskara Schindlera „Emalia”. Ponad dwudziestominutowa kompozycja jaka znalazła się na tym wydawnictwie to z jednej strony artystyczny eksperyment lecz z drugiej esencja pozostała bez fundamentalnych zmian i nadal jest to prawie ta sama Odraza. Nieco odświeżona, trochę odmieniona, ale przytłaczająca ogromem emocji, tym razem wyrażonych tylko za pomocą muzyki, bez słów, które na debiutanckiej płycie miały w moim odczuciu kluczowe znaczenie. Dlatego też pytania o to czy kontynuacja bardzo udanego debiutu jest równie dobra, pozostaną moim zdaniem bez odpowiedzi. Jest po prostu inna a oceny w rodzaju lepsza czy gorsza możemy pozostawić sobie na lepszą okazję.DSC_0004

Zwyczajnie nie umiem stwierdzić czy „Kir” podoba mi się bardziej niż przesiąknięte smogiem i wódką hymny z debiutu. Nie umiem a może tak naprawdę nie chcę oceniać tej muzyki w sposób jakoś przesadnie arbitralny, gdyż mój stosunek do niej ciągle pozostaje dość osobisty. Dlatego też „Kir” odbieram jako ciekawą formę muzyczną, opatrzoną bardzo dobrym brzmieniem. Kompozycja rozgrywa się z początku niemrawo płynąc lekko transową frazą podkreślaną mocno bitym werblem by gdzieś w okolicach drugiej minuty przejść w znaną z debiutu stylistykę wspartą budującym ciekawy klimat akordem. Wydawać by się mogło, że jest to ten moment gdy spadnie na słuchacza ciężar… lecz on nie nadchodzi jeszcze przez jakiś czas. Gdy oczekiwanie staje się niemal nieznośnie, ciężki riff sprzęga całość w formę bardziej dosadną. Można próbować opisać w ten sposób każdy dźwięk, każdą chwilę uniesienia i każdy „dół”, który pojawia się w ciągu 20 minut z okładem trwania „Kir” tyle, że chyba nie ma to sensu. W tej muzyce trzeba się zatopić i pozwolić jej porwać nas opowieścią artykułowaną tym razem tylko za pośrednictwem nut.DSC_0053

Nie wiem czy „Kir” to tylko jednorazowy eksperyment/wybryk (niepotrzebne skreślić), ale Odraza tym jednym utworem od black metalu odchodzi dość daleko. O ile „Esperalem tkane” dało się wrzucić (choć trochę na siłę) do worka z black metalem, o tyle teraz zespół rusza w tak szalony, kompozycyjny taniec, że szukanie odniesienia w szufladkach jest nie na miejscu. Znajdziemy tu przecież ciężar rodem z dołujących hitów Neurosis, znajdziemy pasaże rockowej wręcz melancholii i mimo wszystko agresywne chwile prawie black metalowego sznytu. Nade wszystko znajdziemy 20 minutową, muzyczną opowieść skonstruowaną z niebywałym wręcz smakiem co powinno właściwie wystarczyć za cały opis tego materiału. „Kir” stawia Odrazę na świeczniku po raz drugi i jest dowodem na to, że to, co być może było projektem, staje się zespołem a jeśli nie zespołem to mocnym, artystycznym porozumieniem osób, które mam nadzieję w tej chwili siedzą w sali prób i szlifują kompozycje na drugi LP…

Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: archiwum zespołu

Pięć i pół