OBLITERATION – Nekropsalms (Fysik Format)

Norwegia coraz częściej zaczyna kojarzyć się z death metalowymi buldożerami, wśród których powolutku rozpychają się brutale z Obliteration. I choć zwierzęcy kwartet tuła się po scenie już blisko dekadę, to sądzę, że dopiero po wydaniu „Nekropsalms” zrobi się o nich głośno. A wierzcie mi – jest na tej płycie czego słuchać, choć to zaledwie 7 niezbyt długich strzałów.

Obliteration, podobnie jak inne norweskie kapele gatunku, gra swój death metal z dość charakterystyczną manierą. Uważni słuchacze pewnie doszukają się w klimacie i kilku riffach pierwiastka „Soulside Journey” czy nieco bardziej blackowych rozwiązań. Generalnie jednak autorzy „Nekropsalms” kłaniają się w pas kapelom pokroju Obituary, Autopsy, Asphyx czy Death (do ‚Human’ włącznie). Wystarczy posłuchać masywnego „Catacombs of Horror” czy otwarcia „The Worm that Gnaws in the Night”, które dzięki wyraźnej, nieco zaplątanej linii basu w walcowaty death metal wplatają kilka rozwiązań rodem z harmonii stosowanych swego czasu przez ekipę nieodżałowanego Schuldinera. Niby są to rozwiązania oklepane, nieco trącące myszką, ale podlane trupim jadem i doskonałą pracą sekcji rytmicznej dają wrażenie niebywałej świeżości, co powinno być w śmierć metalu jednym z najbardziej pożądanych elementów. I choć mamy tu wszystko od groove’u, przez masywne brzmienie, grobowe wokale, aż po duszne zagrywki w duchu Immolation (np. „The Spawn of a Dying Kind”), to słucha się „Nekropsalms” wyjątkowo dobrze i, mimo wybitnie grobowej, jesiennej wręcz, atmosfery, z przyjemnością wraca się do tej płyty, pozwalając norweskiemu kafarowi raz po raz opadać na umęczony czerep.

„Nekropsalms” to hektolitry czarciej smoły dla wielbicieli tego, co w death metalu najlepsze – potężnego brzmienia, zbasowanego groove’u i głucho dudniących marszowych riffów. Oczywiście Norwegom zdarza się zerwać do biegu i z większą werwą uderzyć w struny gitar (vide „Nekropsalms Evoke the Frozen Age” czy wściekłe partie momentami niemal funeral metalowego „Styxerian Path”), ale kogo tak naprawdę bawią wyścigi? Umierać należy powoli, w srogich męczarniach i bez krztyny nadziei. I takie właśnie tortury zafunduje Wam norweski kwartet. Die in the Catacombs of Horror!

Dooban 

Pięć