OBLITERATION – Cenotaph Obscure  (Indie Rec.)

Gdybym miał jednym zdaniem odpowiedzieć na pytanie, jaki jest współczesny metal, powiedziałbym brutalnie: tacy jak jego fani – nudny i trendziarski. Większość zespołów nie potrafi przykuwać uwagi na dłuższą chwilę i nagrywa pozbawione wyrazu kalki, które niespecjalnie nadają się do dłuższego z nimi obcowania. Po jednej stronie mamy stare zespoły, które grają swoje od lat i po raz dziesiąty publikują kolejną wersję tego samego albumu, po drugiej twórców młodych wiekiem, a starych duchem, którym w większości nie chce się szukać własnej, artystycznej świadomości. Na szczęście, ciągle zdarzają się też ekipy takie jak norweski Obliteration – przeżarte old schoolową rdzą, ale ciągle głodne tworzenia i szukające siebie.

Jak pewnie się domyślacie ze wstępu, w recenzji tej nie zamierzam mówić o trzeciej płycie Norwegów źle. Więcej! Będę mówił tylko i wyłącznie dobrze. „Cenotaph Obscure” to zaskakująco witalny przykład tego jak można świadomie podróżować w old schoolowe rejony i nie zapominać o własnej wizji. Dlaczego „Cenotaph Obscure” jest albumem wyjątkowym? Próba odpowiedzi pchnęła mnie w ramiona paradoksalnego dualizmu emocji, jaki budzi dziś twórczość Norwegów. Bo fakt, że jest to muzyka wyjątkowa przyjmuję w ciemno i swojego zdania będę bronił. Przede wszystkim urzeka bardzo pierwotny klimat tych nagrań. Bez problemu można by próbować sprzedać płytę, jako zaginiony klasyk gdzieś z okolic 1992 roku. Oczywiście, przy założeniu, że wtedy producenci potrafiliby ogarnąć metal w stopniu takim jak dzieje się to współcześnie. Wspomniana data w odniesieniu do obecnej twórczości Obliteration nie wzięła się znikąd. Właśnie wtedy świat stał u progu black metalowej rewolucji i miał już za sobą premiery wielu klasycznych albumów death metalowych. Dodatkowo, o czym warto wspomnieć, formowanie czarnej rewolty często objawiało się płytami i demówkami,  które określić by można, jako pomost między death a black metalem i właśnie w takim pierwotnym nurcie lokuje się „Cenotaph Obscure”.Band O

Teraz powinna nastąpić zwyczajowa i tak chętnie przez metalowców pisana/czytana część z analizą brzmienia (czytaj „soundu”) poszczególnych utworów, ale pozwolę sobie pominąć ten jakże ważny element recenzji. Obliteration wyciąga z brzmienia, kompozycji, aranżacji maksimum tego, co metal może zaproponować, czyli autentyzm i pasję. Zamiast opisywać to jak zabrzmiał utwór „a” czy „b” warto poświęcić kilka słów na dwa bardzo ważne aspekty „Cenotaph Obscure” dopełniające obrazu całości. Wokale i elementy, które z braku lepszego słowa określić trzeba jako progresywne. Bez świetnie zaaranżowanego śpiewu i wielokrotnych zmian klimatu płyta traciłaby barwy i to co powoduje, że chce się do niej wracać.

Mało jest dziś muzyki, która osadzona jest niezwykle mocno w ramach stylu, a jednocześnie śmiało te ramy przekracza. Taki właśnie jest dziś Obliteration i ja ten zespół kupuję bez większych uwag.

Wiesław Czajkowski