O.D.R.A./PARH – Split (Mythrone Promotion)

Zespół O.D.R.A. polubiłem kiedyś tam, bo na swojej drugiej płycie mieli utwór z refrenem zawierającym cytat ze wspaniałego filmu „Żółty szalik”. Powód dobry jak każdy inny, bo przy okazji grali też dobrą muzykę. Trochę mi się od tego czasu rozbiegły ścieżki gustu nawet nie z samą O.D.R.Ą., co z preferowaną przez nich estetyką, więc split z Parhem jest takim naszym małym reunionem. Nie powiem, żebym tęsknił, ale wchodząc na tę melinę czuję się przyjemnie i jak w domu.

O.D.R.A. jaka jest każdy widzi i jeśli miałbym wskazać co zmieniło się od kiedy słuchałem ich muzyki regularnie, to chyba ją dociążono. Zniknęły stonerowe naleciałości, wyparował lekki klimacik bluesowego luzu i pozostał sam patosludge w postaci czystej. Riffy, groove, riffy, groove, jak w najlepszych momentach Dopethrone, Buzzov*en czy61262430_2289857371093770_6244957365498544128_n Weedeater. Nie ma tu nic, czego estetycznie nie doświadczyłem na płytach tychże, ale O.D.R.A. nie aspiruje do rewolucjonizowania gatunku. Zamiast tego przeszczepia go na nasz swojski grunt, a zatęchłe zaułki Nowego Orleanu stają się zaszczanymi podwórkami Nadodrza, tego przed gentryfikacją ma się rozumieć. Spolszczenie cudzej estetyki – proste, a skuteczne. Płocki Parh, z którym O.D.R.A. dzieli split, buja się w podobnych rejonach gitarowego patostreamu, acz angielskojęzycznych (to gorzej) i doprawionych punkiem (to lepiej). Efekt jest bliższy Noothgrush, a nawet momentami Abscess. Niestety, jako anglosaski, mniej wyrazisty i plastyczny niż to, co robi O.D.R.A. Parh jest dobrym zespołem jak milion dobrych zespołów w tym muzycznym Monarze. Pytanie czy to źle?

Dostrzegam i rozumiem pewien „użytkowy” aspekt sludge’u w wydaniu a’la „Sprawa dla reportera”. Tu nie chodzi o delektowanie się dźwiękiem a bycie rozjechanym falą riffów prosto z rynsztoka, o zabrudzony, często stymulowany 20770196_751366358388237_3287402409775281494_nużywkami trans. Być może stąd pewna homogeniczność kapel grających tę muzykę, bo chodzi o to, żeby dostarczyć efekt i wrażenie, a nie za wszelką cenę odróżniać się jeden od drugiego. Dlatego dyskusja o tym, na ile O.D.R.A. różni się od Parh i na ile one obie różnią się od kolegów zza oceanu nie ma sensu. To dobre zespoły piszące porządne numery i adresowane do fanów gatunku. Każdy, kto poniżej Eyehategod widzi bezkształtną masę takich samych spoconych, szczerbatych flanelowców, nie ma tu czego szukać. Kto jednak fantazuje czasem o taplaniu się w wannie pełnej brudnych strzykawek, temu O.D.R.A. i Parh już przygotowały kąpiel.

Bartosz Cieślak

Cztery