NUX VOMICA ‒ Nux Vomica (Relapse)

Istnieje teoria mówiąca, że wszystkie riffy zostały już skomponowane, że płyty, które miały zostać nagrane, już dawno się ukazały, a jedyne co pozostaje to czerpać inspiracje i zgrabnie modyfikować powszechnie znane patenty i zagrywki. Być może jest to teoria słuszna, aczkolwiek od każdej reguły musi być wyjątek. Tym wyjątkiem jest właśnie bazująca w Portland grupa Nux Vomica, której trzeci album wymyka się prostemu szufladkowaniu. Jej twórczości nie da się po prostu wrzucić do wora z dziesiątkami podobnych kapel, ponieważ takich zespołów nie ma.

Radykalne i bezkompromisowe podejście do sprawy prezentowane przez Nux Vomica to choćby fakt, że na 45-minutowy longplay składają się jedynie trzy, ale za to długaśne kawałki. Tu można rozpocząć wyliczankę, jakie podgatunki składają się na styl amerykańskiego kwintetu. Metal, hardcore, punk, grindcore, crust, itd., itp. Oczywiste oczywistości. Pytanie, czy coś z tego w ogóle wynika? Nux Vomica to hybryda, swoisty, muzyczny kundel, amalgamat wszystkiego co ponure, przygnębiające i dołujące.

Album otwiera uderzający całą siłą „Sanity is for the Passive”, który po kilku minutach zwalnia, aby przeobrazić się we wlokącego kolosa. Tempo, od pędzącej na złamanie karku perkusji, przechodzi w powolny, sludge’owy taran. „Reeling” rozkręca się pomału. Rozpoczyna się od nastrojowej, stonowanej aranżacji. Następnie przekształca się w hałaśliwe, zagłuszające dudnienie, w które wpleciona jest oszczędna i delikatna melodia. Kompozycję kończy nadający przestrzeni post-metalowy pasaż. Trzeci i ostatni „Choked at the Roots” to dwudziestominutowa symfonia, po przesłuchaniu której można czuć się emocjonalnie wyczerpanym.NV-PromoImage2

Nastrój niepokoju, stale rosnące napięcie, rozdzierający głos wokalisty. Te elementy odgrywają w muzyce Nux Vomica główne role. Mimo tego, że numery są gigantycznych rozmiarów, kapela posługuje się prostymi, trafiającymi w sedno, środkami. Jest rozmach, ale nie przerost formy nad treścią. Górę biorą emocje, a muzyka płynie w atmosferze melancholii.

Adam Drzewucki 

Cztery i pół