NEGATIVE VIBES – Broken Mind (TNT Tunes)

Jaka jest kulturowa rola takich kapel jak Negative Vibes w obecnym świecie? Na pewno nie taka sama, jak w czasach, z których twórcy „Broken Mind” czerpią. Rozsiane po świecie dzieciaki dopiero oswajały się z nowym narzędziem – krzykiem i gitarą, a od powstania gatunku minęło tyle, ile dziś dzieli jedną płytę Bad Religion od drugiej. Hardcore jest stary, ale to wciąż muzyka młodych i to młodzi grają ją jak trzeba.

Negative Vibes są tak amerykańscy, że nawet gitarzysta gra na „guitar” a perkusista na „drums”, ale są w tym przynajmniej konsekwentni. „Broken Mind” sięga za ocean i jakieś 35 lat wstecz, do czasów, kiedy swoje pierwsze płyty wydawali Poison Idea, Jerry’s Kids, Dayglo Abortions i Verbal Abuse. Ma być krótko, ale piosenkowo, szybko, ale dość melodyjnie i z darciem ryja w mikrofon. Jedynym śladem lokalizacji muzyki Negative Vibes jest kower „Policji” Homomilitii, zresztą zagrany tak, że z materiału wyróżnia go tylko polskojęzyczny tekst. Łatwo byłoby wychłostać zespół za zabawę w bal maskowy, ale dziś i tak każde „retro” ma posmak „tematycznej domówki”, więc nie ma powodu czepiać się akurat tego sympatycznego warszawskiego ansamblu. Tym bardziej takiego, który oryginalny nie jest i wcale być nie chce. Dużo większym grzechem byłoby nagranie płyty nudnej, której słuchałoby się myśląc wyłącznie o tym, kiedy się skończy i jak bardzo wolałoby się włączyć „Feel the Darkness”. A Negative Vibes może być jaki chcecie, ale nie jest nudny i gra tę nie do końca własną muzykę znakomicie, z ogniem, bez paździerza i taniej konfekcji. NV

Jaka jest więc ta rola? Być może wyłącznie rozrywkowa, do poskakania na koncercie, gdzie ta muzyka żyje jeszcze mocniej, bo do grania na żywo ją wymyślono. A być może po prostu tuba do opowiadania o swoim gniewie, jaką jest hardcore, stała się ponadczasowa i ponadgeograficzna, bo gada z emocjami wściekłych od-niedawna-dorosłych ludzi? Negative Vibes są z Warszawy, ale ich kod kulturowy jest na tyle przesiąknięty amerykańskim rockiem wkurwionego człowieka, że mówią po ichniemu jak native speakerzy. Frustracje odczuwa każdy, po co sobie ich dokładać szukając środka do opowiedzenia o nich, kiedy on już jest? Wystarczy rozkręcić gitarę i szybko łupać w werbel.

Bartosz Cieślak

Cztery i pół