NAGROBKI – Stan prac (BDTA)

Nekropolo. To dość zabawne określenie, którym członkowie Nagrobków opisują tworzoną przez siebie muzykę, wbrew pozorom nie mogłoby być bardziej trafne: z jednej strony, wiadomo – atmosfera wszechobecnej śmierci, panoszącej się zarazy i podmiejskiego cmentarza, ale celne również dlatego, że w pewnym, bardzo pokręconym sensie, jest to płyta dogłębnie polska.

Podobnie, jak w przypadku disco polo – można te proste piosenki docenić i dać im się ponieść, ale można też tę muzykę znienawidzić. Wspomniana Polska odczuwalna jest również w momentach, kiedy muzycy porzucają zwarte, piosenkowe formy na rzecz niekontrolowanego chaosu, tworzonego przy udziale jakże prostego instrumentarium – przywodzą owe fragmenty na myśl godziny szczytu w centrum jakiegoś miasta, wypełnione kakofonią klaksonów i wulgaryzmów wydobywających się z ust zrezygnowanych kierowców. Śmiem twierdzić, że w prostych dźwiękach tego albumu udało się przemycić całą beznadzieję i szarość polskiej rzeczywistości, wszystko to, co kierowało takim Hannibalem z Żoliborza czy innymi bohaterami wieczornych wiadomości. Ot, przykład pierwszy z brzegu: patrząc na klip do „Niedzieli”, mam przed oczami obraz typowego polskiego dresa w ponurej scenerii, pokazującego podczas wizji lokalnej, gdzie ukrył ciało matki. Motywy? Proste: „Co to był za okropny rok/W którym każdy dzień był jak niedziela/Siedzieliśmy razem przy stole/A potem byliśmy w kościeleNagrobki 2

No właśnie. Kto chciałby codziennie chodzić do kościoła, niech pierwszy rzuci kamieniem (oczywiście, to tylko moja radosna wariacja na temat wspomnianego teledysku; nie ma tam żadnych drastycznych scen, a kolega tak naprawdę nie jest dresem i pewnie nawet na drugie nie ma Sebastian). Ten łysy pan, który patrzy na nas z ekranu, to połowa składu osobowego Nagrobków. Tak, jest ich dwóch, i dodajmy, że dopiero powołując do życia ów twór, zaczęli uczyć się gry na swoich instrumentach. Wcześniej udzielali się, choć w innych rolach, w dumie Gdańska – zespole o wdzięcznej nazwie Gówno. I rzeczywiście, muzycznej wirtuozerii próżno na „Stanie prac” szukać. Przeważa do bólu punkowy prymitywizm i zaraźliwie chwytliwe teksty. I ta prostota oraz brak wydumania to jedne z głównych czynników, budujących wyjątkowość tej płyty. Powiedzmy sobie szczerze – w kategorii zjawisk, Nagrobki są na krajowej scenie muzycznej jakże pożądanym powiewem świeżości (ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że jest to powiew ze świeżo otwartej trumny, ale zawsze…). Zespół składający się z zaledwie dwóch członków, o wizerunku nieskażonym ręką speców od marketingu, a mimo to zaskakująco spójnym i przekonującym, uskuteczniający takie akcje, jak rozdawanie śpiewników ze swoimi tekstami podczas koncertu na Offie, w swoich tekstach namiętnie poruszający tematykę okołocmentarną i właściwie żadną inną – siłą rzeczy musi przyciągać uwagę odbiorcy. No dobrze, smakowita otoczka to jedno, ale pozostaje pytanie o rzecz w tym wszystkim jednak najważniejszą, czyli muzykę. A z tą bywa różnie: raz jest lepiej, to znowu, niestety, trochę gorzej. Mimo wszystko znajduję na płycie sporo momentów, w których ciężko jest powstrzymać się od podśpiewywania (i nawet śpiewnik nie jest szczególnie potrzebny) i chyba o to w tym wszystkim chodzi. W tym aspekcie zdecydowanie wyróżniają się singlowe „Martwi”, „Zaraza” czy wspomniana „Niedziela”. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to właśnie do faktu, że utwory bezpretensjonalnie przebojowe przeplatają się z tymi nieco nijakimi. Nie widzę w tym wypadku spójności, która cechuje całą warstwę tekstową czy, idąc dalej, cały wizerunek zespołu.
Na koncert Nagrobków z chęcią bym się wybrał, by na własnej skórze przekonać się, jak idzie im odtwarzanie posępnego klimatu z nagrań podczas występów na żywo. Płyta zła nie jest, ale… czekam na przesunięcie punktu ciężkości: z szeroko rozumianej otoczki na samą muzykę. Jestem ciekaw, co muzycy zaproponują nam w przyszłości i czy np. nie znudzi im się śpiewanie o śmierci. Sam koncept jest bardzo sugestywny, dekadencja wylewa się z głośników, przenikając serca i dusze. Jak już pisałem, po bliskim kontakcie z Nagrobkami nie są potrzebne żadne kroniki kryminalne. Oby tylko w żadnym ze spokojnych dotąd słuchaczy nie wykiełkowały jakieś mordercze zamiary…

Adam Gościniak

Trzy i pół