NADA SURF – You Know Who You Are (City Slang/Sonic)

Nowojorski kwartet wydał swoją dziesiątą płytę (nie licząc składanki singlowej) udowadniając tym samym żywotność lekkiej, gitarowej alternatywy, która jak na razie przetrwała wszystkie burze, zmiany i mody, nadal będąc atrakcyjnym kąskiem dla fanów tzw. college rocka, swego czasu ustawionego na postumencie przez REM. Nowa płyta nie przynosi kolejnego hitu w stylu „Popular” (z płyty „High/Low”), który w 96 roku uczynił z Nada Surf tzw. gwiazdę jednego przeboju, ale potwierdza klasę zespołu. Tylko tyle i aż tyle.

Niepotrzebne piosenki, które znakomicie poprawiają nastrój. To chyba najlepsze określenie muzyki granej przez Nada Surf. Można wręcz odnieść wrażenie, że zespół z premedytacją unika mocniejszych zagrywek, omija skrzętnie bardziej rozbudowane aranżacje, zadowalając się tzw „ogniskowymi” akordami gitary, delikatnym śpiewem i muzyką skonstruowaną w zasadzie według standardowego schematu „zwrotka-refren”. Pod tym kątem nie ma tu czego szukać, bo to wszystko było już tysiące razy a wspomniany we wstępie zespół Michaela Stipe doprowadził ten styl muzyczny do perfekcji. Nie można jednak odmówić Nada Surf wyczucia i talentu do generowania pogodnej atmosfery. Właśnie przez prostotę i nienachalną, łatwo przyswajalną melodykę.Nada Surf band

Tylko czasami zespół decyduje się na tzw. mocniejsze uderzenie. Najlepsze przykłady to „Out of the Dar” czy mocno rock’n’rollowy, dynamiczny kawałek tytułowy. W pozostałych przypadkach nowojorczycy oddają hołd REM („Rushing”, „Anima” czy „Believe You’re Mine”), klasycznej odmianie indie rocka („Cold To See Clear”), beatlesowskim harmoniom i kultywują użycie gitary akustycznej, która na „You Know Who You Are” pełni dominującą rolę. Ważne jest to, że w wymienionych numerach zespół w subtelny sposób zaklął fajne melodie. Nie takie, które będą wyć fani na stadionach a radio zarżnie do granic przyzwoitości. Są delikatne, trzeba się wsłuchać, ale – o dziwo! – szybko można się w nich rozsmakować. I to jest właśnie niecna siła tej płyty. Niby nic tu nie ma, niby nuda, ale jakoś częściej się uśmiechamy i lżej na duszy.

Niepotrzebna płyta? Cóż, kiedy wokół świat zaczyna trząść się w posadach i z każdej strony dochodzą nas złowrogie pomruki, taka muzyka jest wręcz niezbędna, by zapewnić odpowiedni poziom serotoniny we krwi…

Arek Lerch

Zdjęcie: Shervin Lainez

Cztery