MORBUS CHRON – Sleepers In The Rift (Pulverised Records)

Morbus Chron to zespół wyjątkowy i to z co najmniej kilku powodów. Otóż dawno już szwedzka młodzież nie nagrała płyty, która swoim poziomem zbliżyłaby się do osiągnięć sceny z początku lat 90’ ubiegłego stulecia. Wydaje mi się, że w tym zespole nie ma kalkulacji czy swoistych założeń marketingowych, jest natomiast cholerna pasja i radość z grania rewelacyjnie tradycyjnego w swej formie death metalu. Nie jestem chyba jedyną osobą, która widzi w tych młodych Szwedach potencjał, bowiem produkcją płyty zajął się Nicke Andersson tym samym firmując całe przedsięwzięcie swoim nazwiskiem. Dla mnie fakt, że właśnie ta persona udziela wsparcia młodej kapeli to wystarczająca rekomendacja, by z ochotą zabrać się za konsumpcję „Sleepers In The Rift”.

Po kilkukrotnym przesłuchaniu materiału, zacząłem się zastanawiać czy istnieje jedno słowo, którym można określić istotę muzyki Morbus Chron. Po następnych kilku odsłuchach doznałem olśnienia. Ten materiał jest cholernie esencjonalny. To tak jakby wydestylować z death metalowego zacieru 99-procentowy spirytus, czystą, porażająco mocną esencję stylu. Nie wiem, czy to początek kolejnej fali szwedzkiego death metalu i tak naprawdę mnie to nie interesuje. Morbus Chron chyba już w kołysce lub żłobku słuchali takich grup jak Autopsy, Nihilist, Death… Zespół przesiąknięty jest tym, co w death metalu najlepsze, poczynając od odpychającego, topornego brzmienia poprzez totalne miażdżące kości riffy, na opętanym wokalu kończąc. Nie dziwię się, że Andersson udzielił chłopakom wsparcia i wspomógł doświadczeniem przy produkcji płyty bowiem taki talent nie trafia się często.

Najciekawsze jest to, że już w pierwszym na płycie „Through The Gaping Gate/ Coughing In A Coffin” wszystko świetnie do siebie pasuje, zazębia się i gra jak należy.  Posłuchajcie tych doskonałych rifów, dudniącej mocno perkusji i bulgoczącego w tle basu. Czy to nie jest piękne? No, dobra – pytanie retoryczne. Jeśli ktoś nie czuje takiego grania to oczywiście znajdzie tu masę rzeczy, nad którymi będzie kręcił nosem. Wiadomo, można się przyczepić do bardzo czytelnych ukłonów w stronę klasycznych zespołów w rodzaju przytaczanego już  Autopsy. Można też zarzucić Szwedom mało „dzisiejsze”, brudne brzmienie… Tylko po co? Osobiście uważam te elementy „Sleepers In The Rift” za atuty płyty. Brzmienie, jakie zespół uzyskał jest po prostu piękne, jednocześnie obmierzłe i ociekające brudem z drugiej strony mocne i czytelne. Kiedyś, niestety, sprzęt studyjny stał na o piekło niższym poziomie i w starych produkcjach tak naprawdę wiele się trzeba było „domyślać”. Morbus Chron udała się sztuka rzadka – wzięli ze starego brzmienia to, co najlepsze podlewając nowoczesnym sosem, dzięki czemu materiał po prostu zabija. Muzycy mimo, że młodzi mają też coś, czego brakuje wielu starszym kolegom po fachu, mianowicie doskonały zmysł kompozycyjny. Dzięki temu numery w rodzaju „Dead Body Pile Necrophile” czy „Red Hook Horror” nie pozwalają się od tej płyty oderwać ani na chwilę. Album jako całość trzyma równy, wysoki poziom; wyróżniłem powyższe kompozycje, choć właściwie każdy z numerów zostaje w głowie na długo.

Debiut Morbus Chron to doskonała propozycja dla death metalowych purystów narzekających na mizerię dzisiejszej sceny. „Sleepers In The Rift” to płyta, dzięki której stracicie długie godziny w słuchawkach na głowie, albo wasi sąsiedzi będą Was przeklinać za obezwładniający hałas lejący się z głośników… Sami odpowiedzcie sobie na pytanie, czy warto poszukać tego zespołu.

Wiesław Czajkowski

Pięć