MIRRORS FOR PSYCHIC WARFARE  – s/t (Neurot Recordings)

Czasami nuda nie jest zła, pamiętajcie o tym, drodzy mistrzowie  – tak chciałbym zwrócić się do Scotta Kelly’ego i Sanforda Parkera po wysłuchaniu ich debiutanckiego dzieła nagranego pod szyldem Mirrors For Psychic Warfare. To prawdziwy album na miarę XXI wieku – nieokreślony, czerpiący z różnych epok w muzyce, pokazujący, że Parker i Kelly wielkimi muzykantami są, ale jednocześnie prowokujący wniosek, że czasami lepiej siedzieć z rodziną w domu a nie obijać się po studiach nagraniowych.

Doceniam fakt, że dwaj niemłodzi koledzy cały czas szukają, grzebią w muzycznym śmietniku, próbują coś znaleźć i poskładać w nową jakość. Mirrors to właśnie taki projekt, będący bardziej efektem nudy niż faktycznej chęci stworzenia czegoś ponadczasowego. Jasne, nie gramy tylko po to, by trafiać na muzyczny Olimp, ale jednak nazwiska tych panów zobowiązują. I w kontekście innych dokonań, ten album nie będzie zaliczany do dzieł epokowych. Do jego nagrania wystarczyło zapewne kilka wieczorów, „fajeczka”, dobry sampler i gitara elektryczna. No i oczywiście, popieprzone zwoje mózgowe bohaterów niniejszej recenzji. Osobiście uważam, że płyta jedzie raczej na magii nazwisk tych panów niż faktycznej, muzycznej (i powalającej…) wartości. W każdym razie nie poczułem podczas słuchania materiału jakiegoś niepokoju. A to już powinno mnie… no właśnie – zaniepokoić.Mirrors

Muzyczna zawartość krążka rozpina się między lekko industrializującymi, ocierającymi się o horrorowaty soundtrack numerami  „Oracles Hex” czy „A Thorn to See” (który całkiem ciekawie łączy drgające drony z nieco plastikowym bitem…) a intrygującymi, gitarowymi preparacjami. I w tej kategorii wygrywa „CNN WTZ”, będący dziewięciominutowym dosadnym i drażniącym, elektrycznym dronem, powoli piętrzącym otępiające sprzężenia. Zresztą podobnie jest w „43”. Wszystko sprowadza się do prób budowania transowej, hipnotyzującej opowieści. I pozornie wszystkie składniki się zgadzają, jednak brakuje w tym wszystkim głębi. Mam wrażenie, że panowie stworzyli po prosu rzemieślniczo dopracowany produkt, w którym zabrakło szaleństwa, ocierania się o jakieś zakazane światy. Czegoś co przykuje uwagę, zaniepokoi, wywoła dreszcz. Tego tu, niestety, nie ma. Nie odmawiam paniom talentu, ale tą płytą świata nie zmienią. Bez oceny tym razem…

Arek Lerch