MINNERIKET – Vargtimen (Akslen Black Art Records)

Połączenia black metalu z innymi gatunkami bywają ciekawe. Na pewno tak można opisać to, co zrobił na swojej debiutanckiej płycie młody Norweg Stein Akslen, ukrywający się pod nazwą Minneriket.

Wyobraźcie sobie połączenie surowego, brutalnego, nihilistycznego w wymowie, klasycznego skandynawskiego black metalu, ambientowych klimatycznych plamek i chłodnych, z lekka transowych, industrialnych akcentów w stylu Godflesh albo Saw Throat, a dostaniecie miksturę zbliżoną do tej, którą mamy na „Vargtimen”. Podkład jest gitarowo-perkusyjny, średnio żwawy. Przytłaczany czasem przez klimatyczne, budujące nastrój grozy, dużego napięcia, jakby uderzenia dzwonu. Norweg takie zestawienie zaprezentował na przykład w otwierającym „Å følge spor”, przez co zbudował niesamowitą, przerażającą atmosferę. W innym miejscu, konkretnie w „Bloodstained Stars Below” towarzyszy nam przez chwilę mocno narkotyczny pejzaż klawiszowy, zdominowany w dalszej części przez bezkompromisowy, pędzący black metal.Band

Generalnie, „Vargtimen” to jest płyta, która jakby zwiastowała, opisywała wręcz, coś bardzo złego. Słuchając tej muzyki widziałem ją jako podkład do samych straszliwych rzeczy. Albo kataklizmów natury, albo wymyślnych rzezi dokonywanych człowiekowi przez innego człowieka. Intensywność emocji nie jest tu budowana przede wszystkim przez zintensyfikowany krzyk z trzewi (choć i taki się pojawia), lecz przez użycie odpowiednich paru nut i, na przykład, odpowiednie ich zapętlenie oraz przybranie w surowe brzmienie. Nie, nie jest to jakoś wybitnie odkrywcze czy świeże, jednakowoż wciąga niesamowicie od samego początku. Płyta trwa blisko godzinę, średnio kompozycja liczy sobie coś około siedmiu minut. Jednak Minneriket tak umiejętnie utwory zbudował, że ani przez moment nie miałem wrażenia przerostu formy nad treścią, czy też zbędności niektórych środków.

W jesienną słotę i mroźną zimę wieczorami, takie granie będzie pięknie wchodzić. Minneriket to ciekawy artysta, z potencjałem. Warto go śledzić, bo może na kolejnej płycie wzbogaci już przyrządzoną miksturę o kolejne składniki.

Lesław Dutkowski

Cztery