MGŁA – With Hearts Toward None (Northern Heritage Records)

Krakowska Mgła to dla mnie kwintesencja black metalu. Zespół czerpiący z solidnych, klasycznych źródeł, ale grający muzykę, którą trudno posądzić o jakieś jawne nawiązania do twórczości znanych czy jak kto woli, kultowych grup. Zespół ten nigdy nie splamił się wydawnictwem, które prezentowałoby inny niż wysoki poziom, dlatego też dość mocno ubolewałem nad tym, że ostatnio Mgła była przeraźliwie cicha… Cztery lata czekania to wystarczająco dużo czasu by zacząć powoli wątpić w formę w jakiej zespół wróci na scenę…

 

Cztery lata to czas odpowiedni na to, by stworzyć niemal doskonały, powalający album! „With Hearts Toward None” to płyta na jaką czekałem. Mgła wróciła w doskonałej formie.

Od samego początku muszę podkreślić, że chyba na żadnym z dotychczasowych wydawnictw tego zespołu progres nie był aż tak zauważalny. Nie obawiajcie się; Mgła nie zaczęła kroczyć coraz bardziej w ostatnich latach modną pokręconą ścieżką awangardy. Wręcz przeciwnie słuchając „With Hearts…” czuję, że jest to płyta, która czerpie ze wszystkiego, co do tej pory było w gatunku najlepsze. Tak, album ten to pewnego rodzaju ukłon złożonym przed ołtarzem klasycznego black metalu. Ukłon dziwny bo pozbawiony bałwochwalczego zapatrzenia w bożka a pełen dumy i własnego, mocno podkreślonego charakteru. Mgła to zespół świadomy własnego stylu i każdy, kto zna ich wcześniejsze wydawnictwa ani przez chwilę nie będzie wątpił w to, czyją płytę wrzucił do odtwarzacza.

Każda z części składowych „With Hearts…” stoi na bardzo wysokim poziomie. Brzmienie jest prawie idealne. Dawno już nie słyszałem black metalowej produkcji, która w tak doskonały sposób łączyłaby przestrzeń z brutalnością, atmosferę z podziemnym brudem… Nie myślę przy tym tylko o polskiej scenie bowiem dla mnie Mgła to jeden z zespołów, które lokują się w światowej czołówce gatunku i myślę, że nie ma w tym twierdzeniu ni grama przesady. Gitary plują jadem, rozpościerają wokół nas lepki od strachu mglisty klimat, który to jest jednym z najmocniejszych punktów tego albumu. Mgła zawsze przemycała w swojej muzyce dużo specyficznej atmosfery lecz tym razem zespół doprowadził ten aspekt swojej twórczości do perfekcji tworząc muzę, która niszczy klimatem pełnym grozy i wyobcowania. Obowiązkowo wspomnieć też muszę o sercu zespołu czyli bębnach, które z klasyką gatunku mają niewiele wspólnego. Utarło się tak jakoś dziwnie, że w większości produkcji spod znaku b/m perkusja, czy szerzej mówiąc –  jakość i brzmienie tego instrumentu, nie należy do priorytetów, którymi kierują się muzycy. Tymczasem Mgła pokazuje, że można zarejestrować doskonałe, potężne i bardzo żywe bębny. Zadbać o brzmienie, świetną produkcję i nic nie stracić a nawet o wiele bardziej podkreślić nieludzki i obłąkany charakter muzyki. To samo przecież powiedzieć możemy o wokalu jaki M prezentuje na najnowszym dziele zespołu. Niby jest to wokal jaki już nie raz słyszeliśmy, ale M gra swoim głosem w sposób wprost niezwykły, obracając pozornie „normalny” skrzek w prawdziwe czarne dzieło sztuki…

Ktoś mógłby powiedzieć, że „With Hearts…” to płyta dość zachowawcza, niewykraczająca poza kanon gatunku. Jednak dla mnie jest to album przywracający część wiary w to, że black metal nie jest jeszcze całkiem martwy. Mgła doprowadziła swój mglisty rytuał do perfekcji… tylko tyle i aż tyle…

Wiesław Czajkowski

Sześć