MASTODON – Once More’ Round The Sun (Reprise)

Na wysokości albumu „The Hunter” miałem już pewność, że Mastodon buduje swoje dziedzictwo, które kiedyś będzie mierzyć się z największymi metalowymi zespołami świata. Znaki szczególne: brawurowa kombinacja sludge’owego ciężaru, słoneczności americany i europejskiej epickości; trzech pełnoprawnych wokalistów, czteroręki klon Nicke Anderssona z Entombed za zestawem perkusyjnym, bajeczne okładki i koncepty płyt, nieustający progres, własny styl i wielki talent do pisania przebojowych piosenek. Czy coś pominąłem? W założeniu umknęła mi oczywistość przemijalności, nieuchronność ludzkiej omylności, własnej i zespołu. Parafrazując fragment pieśni „Karol” grupy Czan, „Słuchaj Kuba jesteś zwykłym człowiekiem”. „Once More ‚Round the Sun” okazuje się być zwykłą płytą, istot – jak się okazało – śmiertelnych, jakby słabszych na własne życzenie.

Być może Mastodon tak przyzwyczaił nas do swojej wyjątkowości, że przytoczone wyżej atuty mienią się dzisiaj zwykłością, powszedniością w obliczu słabszej jakości samych piosenek. Uśmiechające się do słuchacza, proste, wyraziste rockowe utwory na płycie „The Hunter” urzekały jednocześnie dyscypliną zamysłu. „Once More ‚Round The Sun” tylko z pozoru wydaje się być płytą podobną do swojej poprzedniczki.

Muzyka Mastodon A.D. 2014 dzięki organicznemu brzmieniu płowieje w słońcu, obrasta mchem i wolnością wolnego popołudnia. W pustynnej kurzawie jesteśmy świadkami jak za sprawą producenta Nicka Raskulinecz zespół staje się metalowym alter ego Queens Of The Stone Age. Gdy otrzemy łzy po rozstaniu z siermiężnością „Remission” i przegnanym z Krwawej Góry Sasquatchem, racjonalizujemy ból oczekując hiciorów z „The Hunter”. Takich zespół serwuje na nowym albumie kilka, lecz wyjąwszy dwa, trzy refreny, ich zajebistość nie jest tak oczywista. Choć na „The Hunter” luz grania także był istotnie wyczuwalny, lecz rysowany grubą kreską, tak tutaj mamy wrażenie, że swoboda i emocjonalne rozprężenie powoduje, że gubi się gdzieś kierunek piosenek, a te wszystkie namnożone dźwięki nie są już najcenniejszą walutą w świecie ślepców. Z jednej strony Mastodon poszedł z swojej psychodelicznej popistyce jeszcze dalej, czerpiąc w takim „The Motherload” garściami z melodyki Thin Lizzy czy nawet Steely Dan, a jednocześnie słyszymy zespół, który miejscami zagrywa się pięknie na śmierć potwornie nadużywanymi twangami gitar zapożyczonymi z gatunku alt-country, co było plagą przekombinowanego „Crack The Skye”.Mastodon Band

Może nie warto zdawać się na łaskę czasu i zmian jakie ze sobą niesie. Być może nie warto przesadnie koncentrować się na wytyczonym celu. Poza tym, że „jedno co warto, to upić się warto”, dobrze jest pisać dobre piosenki. Skoro raz się pomyliłem, dlaczego nie mógłbym pomylić się ponownie? Czekam zatem na kolejny, tym razem wybitny album Mastodon. Powiecie „luz”, a ja mówię „słabszy dzień”. Tak bywa.

Kuba Kolan

Cztery i pół