MASTER – The New Elite (Pulverised Rec.)

Dzieje Paula Speckmann’a to temat na całkiem obszerną biografię. Abomination, Death Strike, Speckamnn’s Project, przeprowadzka do Czech, Krabathor, wojny z wytwórniami… Nieprzejednana postawa tego człowieka, nawet jeśli nie zawsze robił dobrą muzykę, może imponować. A jeśli po latach zdarzy mu się spłodzić rzecz zaskakującą, robi się zupełnie miło. Takim zaskoczeniem jest dla mnie „The New Elite”, jedenasty krążek klasyka metalowej sceny  – Master.  Zaskoczeniem jak najbardziej pozytywnym.

Po cholernie nudnym, nowym albumie Gojira i jeszcze gorszym, wtórnym krążku Nile, w sukurs moim smutkom przyszła muza z zupełnie nieoczekiwanej strony. Projekty Speckmann’a zawsze były dla mnie dość kontrowersyjne. Na chwilę chwały Abomination się nie załapałem, całkiem wyraźnie pamiętam za to, w jak spektakularny sposób spieprzył muzykę Krabathora na płycie „Unfortunately Dead”. O swoim najważniejszym chyba dziecku Paul jednak nigdy nie zapomniał i dorobił się aż jedenastu płyt Master, z których najnowsza jest powodem poniższych zachwytów.

Nie, wcale nie dlatego, że Paul odkrył nagle math rocka albo jazz core’a. Nie dlatego, że postanowił poflirtować z czeską muzyką ludową. Powód jest prosty i jednocześnie strasznie banalny – „The New Elite” świetnie się słucha, bez żadnych podtekstów. Nowy Master to siła tradycji, proste riffy, wszechobecny pęd do przodu i zmęczony, gardłowy głos lidera. Na nowym krążku zespołowi udało się jednak uchwycić niesamowitą energię i wprowadzić w obręb kawałków sporo fajnego luzu. Na płycie ogniskują się wszystkie miłości Master. Jest motorhead’owy ciągnik, jest riff, śmierdzący slayerem, jest wreszcie wyraziste zapożyczenie patentów z death’n’rolla, co objawia się stosowaniem tzw. d – beatu, sprzężonego z pracą podwójnej stopy. Z tego wychodzą takie petardy jak kawałek tytułowy, „Rise Up and Fight”, gdzie zespół może stać się mistrzem współczesnych hardcore’owców, zakochanych w Disfear. Jest Zabójca w „As Two Worlds Collide” i oparty na blaście „New Reforms”. Znakomicie wypadają zróżnicowane, nieco inaczej zbudowane kawałki w rodzaju “Guide  Yourself” z fajnym “mieleniem” na początku czy najlepszy chyba na płycie “Souls to Dissuade” (zwraca uwagę basowo – perkusyjny wstęp i świetnie brzmiące solo gitary na podkładzie czystej sekcji).  Zaskakujące są też nawiązania do stylistyki późnego Gorefest w „Redirect the Evil”. W każdym kawałku, obok obowiązkowego napierania do przodu pojawia się nieco aranżacyjnych niuansów, zaś w szczególności muszę skomplementować grę perkusisty Zdenka Pradlovskiego, który niesamowicie napędza machinę, popisując się bardzo dobrą techniką (pojawia się nawet krótkie solo…)  i trzyma wszystko w kupie.

Na „The New Elite” spotyka się stary death metal, rock a może nawet archetypiczny thrash, jednak to nie połączenie różnych światów jest tu kluczem do sukcesu. Moim zdaniem, tym ostatnim jest siła i niesamowita determinacja bijące z płyty. Gdybym nie wiedział, z kim mam do czynienia, postawiłbym na sprawnych i wkurwionych debiutantów. Co wpłynęło na taki lekki shape lifting Master, nie wiem, cieszę się jednak, że w dobie, gdy coraz więcej płyt mnie denerwuje i rozczarowuje, stare pryki potrafią przyjść na ratunek.  Tego się nie spodziewałem.

 

Arek Lerch