MASACHIST – The Sect – deathREALigion (Witchinghour)

Zawsze, gdy myślę o Masachist, uśmiecham się odrobinę pod wyimaginowanym wąsem i przypominam sobie czas, gdy wydawca debiutanckiego LP zespołu wkładał niesamowite ilości energii w to by przeciętny zjadacz rdzy uwierzył w sensację, jaką miało być powstanie tego bandu. Rewelacja! Supergrupa! Był taki czas, gdy otwierając lodówkę na kartonie mleka widziałem okładkę „Death Merch Fury”! Jednak z perspektywy dekady uważam, że najlepszym, co się temu zespołowi przydarzyło była odrobina zdrowego rozsądku, który nie pozwolił muzykom w pełni uwierzyć w to, że stali się objawieniem death metalowej sceny. Trzeci album grupy to zdecydowanie najbardziej zróżnicowana propozycja muzyczna, która tak jak do tej pory nie uczyni wielkiego zamieszania na death metalowej scenie, ale jak zawsze reprezentuje poziom, co najmniej dobry.

„The Sect (deathREALigion)” to dość przyjemnie dla ucha (sic!), ułożone i zbalansowane, death metalowe granie, w którym przewija się całe spektrum inspiracji i pomysłów, co można zaliczyć na plus. Po goniących niezmordowanego króliczka czołgach, które były myślą przewodnią debiutu pozostał już tylko nikły ślad. Masachist dziś to zupełnie inny zespół. Bardziej świadomy, barwny, doświadczony. Oczywiście, nadal jest to twór death metalowy, ale śmierć ta ma dziś coś na kształt rumieńców.

Prawdę mówiąc, jestem trochę zaskoczony, ale minął już dłuższy czas w towarzystwie nowego dzieła Masachist i płyta ta nadal znajduje się na mojej playliście. Mało tego! Słuchając tego materiału ciągle odnajduję z nim coś ciekawego. Skoro zaczęło się robić podejrzanie miło idźmy tą drogą nadal. „The Sect” to kawał konkretnego, zróżnicowanego death metalu, który stara się mordować słuchacza na różne sposoby, co może być odbierane, jako zaleta, ale i lekka skaza, ale o tym później. Teraz skupmy się na plusach dodatnich, że się tak wyrażę. Umiejętne łączenie inspiracji na tle bardzo osadzonego w gatunku death metalu to atut numer jeden. Selektywne, mięsiste, twarde brzmienie – atut numer dwa. Rzecz, o której bardzo często zapominają twórcy death metalu, czyli interesujące kompozycje – atut numer trzy. Właściwie już te trzy wspomniane cechy powinny wystarczyć do tego by każdy, kto ceni solidny rzemieślniczy metal sięgnął po „The Sect”.Band

Wyżej pisałem o tym, że trzecia płyta Masachist ma też lekką skazę, a jest to, lub może być tak odebrane, dość wyraźnie zaznaczone niezdecydowanie w kierunku, w jakim zespół chce podążać. Raz będzie to tak jak w początku „Selected for Execution” niski ukłon złożony przed Behemoth z czasów „Zos Kia Cultus” czy „Demigod”, innym razem praktycznie thrashowe tło tytułowego „The Sect” czy bogate w łamane, nowoczesne tempa „Leave the World Burning” i „Vengeance Sworn”. Skaza to czy jednak piękne znamię, oceńcie sami…

„The Sect” to materiał zadziorny i z polotem czasem może nawet zbyt rozstrzelonym w łapaniu za ogon ulotnych pomysłów, ale jestem w stanie skupić się na tym, że płyta ta po prostu w większości mi się podoba. Czy dzięki niej Masachist trafi na salony? Wątpię. Ale nie powinno to przeszkodzić Wam w zaaplikowaniu sobie odrobiny barwnej śmierci…

Wiesław Czajkowski

Cztery