MARK LANEGAN&DUKE GARWOOD – With Animals (Heavenly Recordings)

Tak mroczny Lanegan nie był już dawno. W sumie to nie wiem czy kiedykolwiek nagrał równie wisielczą i ponurą płytę co „With Animals”. Ok, Lanegan głos ma, jaki ma – nawet z „Uptown Funk” uczyniłby pogrzebową pieśń, ale teraz zrezygnował z jakichkolwiek hitów czy bardziej zrywnych momentów i poszedł w psychotyczny, pełen napięcia klimat. Po nieudanym „Gargoyle” (no nie mogę się do tej płyty przekonać totalnie) nowy krążek to miód wylewany prosto na serce.

Generalnie Lanegan jest ostatnimi laty w tzw. sztosie. „Gargoyle”, choć za nią nie przepadam, trudno nazwać płytą tragiczną, czy przynoszącą autorowi wstyd. Jest nudna, bezpłciowa, bez pomysłu i polotu, jest krokiem donikąd, ale nie jest żenująca; ot, zwykły wypadek przy pracy. Poza tym jednym przypadkiem były wokalista Screaming Trees w tym dziesięcioleciu wydawał krążki bardzo dobre („Blues Funeral”), dobre (między innymi „Houston: Publishing Demos 2002” – tak, to coś więcej niż ciekawostka), a w najgorszym wypadku całkiem słuchalne („Phantom Radio”). „Blues Funeral”, kto wie czy nie najlepsza płyta Lanegana w ogóle, wyznaczył kierunek, w którym artysta ostatnimi laty podążał, to znaczy, w dużym skrócie, mroczny blues podbity elektroniką. Na „With Animals” dominuje melancholia, smutek i mrok. Są hity, choćby „My Shadow Life”, ale brak w nich tej bujającej nuty, tego ognia, który znaleźć można było np. na „Phantom Radio”. O ile wcześniej niemal trudną do zniesienia postalkoholową depresję Mark zabijał kilkunastoma gramami dobrze zmrożonej substancji, czyli szeroko pojętą imprezą (bo wesołe melodie i niemal taneczne bity mu się zdarzały) tak teraz pozwolił owej depresji na przejęcie totalnej kontroli. Mrok, ciemność, a światełka w tunelu nie widać.Mark Lanegan&Duke Garwood

Podoba mi się to, że na nowej płycie elektronika nie gra pierwszych skrzypiec. Nie to, żeby mi się mariaż smętnego głosu Lanegana z elektroniką nie podobał – ale przyznam, że czuję się nim nieco znużony. „With Animals” nie jest płytą aż tak akustyczną, jak poprzedni krążek nagrany z Garwoodem – „Black Pudding”, aczkolwiek na nowym dziele proporcje są idealne. Na poprzednim albumie duetu mieliśmy sporo przestrzeni, momenty sielankowej atmosfery, a gitara Garwooda dominowała, niekiedy uzupełniana np. pianinem. „With Animals” to nagranie duszne i hipnotyzujące, w czym duża zasługa umiejętnie wykorzystanych sampli, syntezatorów i automatu perkusyjnego.

Czy można w ogóle się do czegoś przyczepić? Cóż, dwa utwory odstają od reszty. „Scarlett” to kawałek brzmiący jakby był na siłę do tych trzech minut rozciągnięty, chociaż opiera się na kilku dźwiękach, zwyczajnie nudzi. Ze „Spaceman” mam podobny problem – kompozycja jest bardzo oszczędna, ta gitara brzmi ciekawie, ale brakuje jakiegoś rozwinięcia tego pomysłu. Napięcie w tych dwóch momentach siada. Ale poza tym – nie spodziewałem się, że Lanegan wypuści aż tak fajny krążek. Polać mu!

Paweł Drabarek

Pięć