LJA – Vedderbaug (Aftermath Music)

Prawdziwki pewnie doskonale znają to wydawnictwo. Było już co prawda dostępne dwukrotnie w formacie CD-R i raz na taśmie, ale podejrzewam, że niewielu zwyrodnialców załapało się na pierwotną wersję ‚Vedderbaug’. Nic straconego – dzięki Aftermath możecie zapoznać się z tą demówką diabłów ze Stavanger w jak najbardziej profesjonalnym wydaniu.

Materiał jest co prawda dość leciwy, bo powstał w 2002 roku, ale wydaje mi się, że nie stracił nic z klimatu czarciej uczty. Mamy zatem potrawkę z grasic pełnoletnich dziewic przybraną serpentynami niemowlęcych jelit, wątróbkę zakonnicy w zalewie z księżej spermy, wytrawne wino mszalne zaprawiane kozim stolcem, karmelizowane zarodki bliźniąt jednojajowych, creme brulee z biskupimi napletkami i inne frykasy, którymi zajada się piekielna horda. Na fujarce przygrywać będą naturalnie czarci muzykanci, nie dbający o brzmienie czy technikę, a skupiający się jedynie na chaotycznie intensywnym przekazie czarnego metalu. Ma być agresywnie i prymitywnie, choć może przy daniu głównym usłyszycie kilka bardziej akustycznych, nastrojowych momentów. Wszystko tylko po to, by wątroba wyprodukowała więcej żółci, niezbędnej do strawienia piekielnej biesiady. Dla chętnych cztery drobne desery z kuchni diabląt, które spożyć można biegając po rozżarzonych węglach. Tu jest bardziej surowo, krwiście, choć trzeba przyznać, że nieletnie biesy postarały się, aby potrawy były doprawione równie ogniście. Na koniec naturalnie biczowanie pytą z kocich napletków i taniec w strugach kwaśnego deszczu.

Jeśli ktokolwiek zrozumiał coś z tego bełkotu, to gratuluję. Dla porządku należy jedynie dodać, że do głównej uczty Norwegowie dołożyli 4 numery demo, które ładnie podkreślają pierwszy etap kariery zespołu. Jeśli ktoś chciałbym zacząć swoją przygodę z Lja, to myślę, że warto sięgnąć właśnie po ‚Vedderbaug’. Ci, którzy to demo już słyszeli, a przy okazji szykują się do przesłania mi sekatora do rąk własnych, mogą spokojnie o tym wydaniu zapomnieć, chyba że bardzo pragną posłuchać cholernie surowej dawki black metalu. No, bo kto łaszczyłby się na pudding z łożyskiem urszulanki nadziewany płodami szambo?

Dooban 4,5