LINDEMANN – Skills In Pills (Warner)

Jaki Rammstein jest, każdy widzi. Dla jednych świetna rozrywka, inni psioczą, że skudlili pojęcie industrialu, kierując go w stronę metalowego disko polo. W dodatku po niemiecku, co dodaje sprawie pikanterii. Każdy ma swoje racje – bo jest to muzyka wesoła i po spożyciu odpowiedniej ilości napojów wyskokowych ciało zaczyna się gibać a koncertowym rozmachem biją na głowę 90% zespołów ze światowej top-listy. Przeciwnicy też prawią dobrze – Niemcy i industrial mają się jak łopata do księżyca. Słowem – zespół, o którym się mówi i pisze. Dokładnie tak samo będzie z pierwszym, solowym dziełem lidera Rammstein – Tilla, które na rynek trafiło pod jakże wyszukanym szyldem Lindemann.

Są takie zespoły, które najlepiej oglądać. Bo mają świetne teledyski, grafiki, okładki, po prostu są wizualnie walące po ryju. Jak Rammstein. Są też wokaliści, którzy świetnie opowiadają, jak Till Lindemann, że polecę tu świetny wywiad z najnowszego numeru NOISE magazine. Till ze swadą nakreślił w nim zręby swojego solowego projektu. Nie szczędził pikantnych szczegółów i historycznych wtrętów dotyczących znajomości z Peterem Tägtgrenem. O tym, że chciał zaistnieć solowo, nawet wytwórnia dowiedziała się dopiero po nagraniu płyty. W międzyczasie powstała grafika całego wydawnictwa, wreszcie pojawiła się muzyka i…Lindemann

No właśnie, że nawiążę do powyższych słów – po przesłuchaniu debiutu jestem pewien, że najbardziej podoba mi się książeczka dołączona do płyty i strona internetowa projektu (polecam, całe mnóstwo obleśności…). Ponoć, jeśli wierzyć Claudii Schiffer z reklamy Opla, Niemcy nie mają poczucia humoru. Nie zgodzę się – mają i to całkiem spory, tyle, że ociekający piwem, tłuszczem, golonką i świńskimi perwersjami, czyli mało wybredny, choć sugestywny. Dokładnie taka jest wizualno – słowna zawartość płyty. Pieprzna, momentami niesmaczna, ale kusząca. Wykręcona i choć to wykręcenie jest jedynie popową stylizacją dla maluczkich, fajnie wszystko skomponowano, tworząc produkt. Dobry produkt. I na bank znajdzie się paru idiotów co wywęszą w tym obrazę i wpiszą Lindemanna na czarną listę gorszycieli. Może nawet tu i ówdzie płyta będzie zakazana.Lindemann1

I to już wszystko. Aha, jeszcze o muzyce. Lubicie Rammstein? No to polubicie też i „Skills In Pills”. Wiem, może to uproszczenie (fakt, o takich płytach rozprawia się dość łatwo…), ale nic więcej nie napiszę. Śpiew Tilla, marszowe, toporne jak sam topór rytmy, charakterystyczna melodyka i lekko dająca naftaliną elektronika. Wszystko się zgadza. Poza tym, że nie do końca rozumiem, po co Till – skoro chciał od Rammstein odpocząć – zrobił z pomocą Petera taką samą jak w macierzystym bandzie muzykę? Przyzwyczajenie? W zasadzie bez oceny, a jeśli już, to piąteczka za powyższe, najlepsze chyba foty. Sama słodycz.

Arek Lerch