LIE AFTER LIE – Unsaid

Każde kolejne wydawnictwo Lie After Lie pokazuje progres jaki dokonuje się na przestrzeni lat. Zespół zaczynający od mniej lub bardziej podręcznikowych, metalcore’owych dźwięków znalazł sobie niszę, którą warto w Polsce eksplorować. Melodyjny post-hardcore, nurt, który jest szczególnie popularny na Wyspach Brytyjskich, stał się bliski nie tylko wrocławianom, ale również przedstawicielom Mikołowa, Krakowa czy Poznania. Ekspansja zainteresowania graniem po linii More Than Life, Touche Amore czy The Saddest Landscape to najlepsze co mogło nas spotkać. I nie ukrywam, że Lie After Lie, jak na tak młody zespół, stawiający ostrożne i przemyślane kroki w kierunku wypracowania własnego stylu i pozycji na scenie, wcale nie ustępuje znacznie większym nazwom. Wtórują im koledzy z innych miast, ale o nich niebawem.

„Unsaid” to pierwszy longplay kwintetu a zarazem w pewnym sensie restart całej tej przygody. Wrocławianie uprzednio dali się poznać jako zespół poszukujący, ale jednak kurczowo trzymający się zasad panujących w metalcore’owej grze. Nie mam im tego za złe, od czegoś trzeba zacząć. Całe szczęście, że odpuścili sobie mniej lub bardziej typowe łojenie na rzecz znacznie ciekawszych dźwięków. Hejterzy pewie będą narzekać, że to nihil novi i pod obecne trendy na scenie, i może nawet mają rację. Tyle, że ja wolę takie modne piosenki i kolejne nagrania mające na celu wyciskanie krokodylich łez, niż porcję sztucznej, przeprodukowanej napinki. „Unsaid” jest właśnie takim materiałem, może momentami zbyt płaczliwym i emo(cjonalnym),Lie After Lie Band ale w pełni spełniającym swoje zadanie. Zwrot w mniej połamaną stronę i postawienie na dźwięki prostsze w mniej klarownej, ale dobrze korespondującej z muzyką oprawie brzmieniowej (najbardziej cieszą żywe beczki i świetny bas) okazał się być zbawiennym dla tego zespołu. Ponadto, próba ekspresji w rodzimym języku jest czymś czego się nie spodziewałem, a co – nie tylko w moim odczuciu – winno towarzyszyć grupie już po kres jej działania. Zresztą, większość młodych polskich załóg, która przypomniała sobie o sile rodzimej mowy, wychodzi z tej, skądinąd wymagającej konfrontacji z tarczą. Angielski, chcąc nie chcąc, nie jest językiem przeznaczonym dla polskiego audytorium, a biorąc pod uwagę dość specyficzną barwę głosu frontmana Lie After Lie, polski eksperyment jest jedynym słusznym rozwiązaniem. Jeśli nie wierzycie, najlepszym sposobem aby o tym się przekonać jest odsłuch mojego faworyta i absolutny hiciora jesieni 2014 pt.: „Do Zobaczenia” z gościnnym udziałem Pabla z Regresu.

„Unsaid” to po prostu kawał naprawdę dobrej muzyki. Świata nie zmienią, ani nie zyskają sobie wielkiej międzynarodowej sławy, ale na naszym, skromnym polskim poletku, są bez wątpienia wyjątkowi. Wszyscy jesteśmy. Tacy mali i walczący o swoje marzenia. Lie After Lie jak na razie jedno spełniło. Wydali płytę, której nie muszą się wstydzić, a której słuchać będą dziesiątki polskich słuchaczy mogących śmiało powiedzieć „dobre, bo polskie”.

Grzegorz „Chain” Pindor

Cztery