LAZY CLASS – First 3 Years (Oldschool Records)

Tytuł mówi sam za siebie. Na jedną płytę trafiły wszystkie fonograficzne łupy pracowitych obiboków z Warszawy.

W krótkim czasie Lazy Class wyrosło na liczącą się siłę nie tylko na polskiej scenie oi! punk. „First 3 Years” daje dobry pogląd dlaczego tak się stało. Oczywistologią będzie stwierdzenie, że podobne granie przez lata sprowadzało się w Polsce do rubasznych przyśpiewek oprawionych kulawymi melodyjkami i paździerzowym soundem. Warszawiaków żadna z tych bolączek nie dotyczy. Mają zdecydowanie dobrą rękę do hiciastych szlagwortów (najlepszy dowód to hymnowe „(We Are) Lazy Class” i „Voice of Oi!”), a brzmieniowo nie ustępują całej tej nowej fali skinhead music z USA, Francji czy UK. Osobnej uwagi domagają się teksty, zdecydowanie pisane przez osobę, u której percepcja rzeczywistości nie odbywa się przez pryzmat kufla piwa i pary ciężkich butów. Jeśli nawet dotykają typowych dla gatunku spraw w rodzaju problemów bytowych i wszelakiego life in the streets, to są zgrabnie napisane i dalekie od sztampy (wyróżnia się pod tym względem polskojęzyczne „Stracone pokolenie”). Uliczna publicystyka też nie ogranicza się do stwierdzenia, że przejebane i najlepiej nie wychodzić z baru, bo chłopaki zachęcają do aktywizmu i brania się za bary z egzystencją („Gotta Find a Way”). Pewnym zaskoczeniem mogą być także ich historyczne zainteresowania („Hell of San Domingo”), a odrobinę niezobowiązującej beki wnosi dziarski protest song przeciw bożonarodzeniowej biegunce, zatytułowany dosadnie „Sick of It All” (domagam się w przyszłości wersji w rodzimym narzeczu jako „Bede rzygoł”).15056343_1341345689231676_5869373015424735156_n

Muzycznie mamy oi!owy kanon z melodyjnymi refrenami, gromkimi chórami i programowo „brzydkim” wokalem, ale u Lazy Class słychać zarówno wycieczki w stronę klasycznego rock’n’rolla czy nawet modsowskiego power popu (te klawisze w „Voice of Oi!”), jak również odrobinę hardcore’owego ciężaru („Divided & Conquered”). Całość urozmaicają obowiązkowe wokalne featuringi, zapewnione przez krzykaczy z Pleasure Trap, Bulbulators i Booze & Glory. Napisałem to już raz, recenzując mini-longa „Hell of San Domingo” dla pewnego serwisu, który w międzyczasie spadł z rowerka, ale nic nie szkodzi, by powtórzyć, a nawet wyryć gwoździem na murze: Lazy Class jest naprawdę bardzo zacną odpowiedzią na to, co robią wszystkie te ekipy w rodzaju hiszpańskiego Rude Pride, francuskiego Lion’s Law czy kanadyjskiego Bishops Green.

Wśród osiemnastu tracków z płyty znalazł się cały materiał z ep-ki „Better Life” oraz z „Hell of San Domingo”, wydanych sumptem holenderskiego Rebellion Records. Są także numery ze splitu z lubelskim Max Cady, dwa rodzynki ze składanek oraz dwa niepublikowane wcześniej kawałki, w tym koncertowe pozdrowienie „Fuck You”. Dobra okazja, aby dotychczasowe „complete discography” warszawiaków postawić na półce za jednym zamachem.

Sebastian Rerak

Cztery