LASTRYKO – Lastryko (Music is the Weapon)

Płytę zespołu Lastryko przygarnąłem do recenzji trochę z ciekawości, a trochę z „zawodowej” kurtuazji. Chciałem za jednym zamachem obwąchać co tam świszczy w tych rejonach trójmiejskiej sceny, w które zaglądam okazjonalnie, i spłacić dług wdzięczności względem red. Lercha, który pozwala mi na swoich megabajtach pisać o jakichś strasznych hałasach. Spróbujmy zatem wcisnąć się w te rurki i zaczesać grzywkę na lewo.

Muzycznie Lastryko wpisuje się w młode oblicze trójmiejskiej sceny szeroko pojętej indie-psychodelii. Nie są tak szaleni jak Lonker See, tak pustynni jak Lady Electric, tak psychodeliczni jak Spoiwo ani tak instrumentalni i dziwni jak Walrus Alphabet, z którego się wyłonili. Są gdzieś pomiędzy nimi wszystkimi, budując wizję siebie na miękkiej, shoegaze’owej psycho-wycieczce. „Lastryko” nie porywa szaleństwem, nie proponuje narkotycznej podróży w czasie i przestrzeni, za to z klasą gra muzykę nieprzyzwoicie przyswajalną, która nie próbuje być ani na siłę radiowa, ani przesadnie artystowska. Nawet te niby-improwizowane partie udaje się zespołowi uciąć zanim staną się męczące. Najfajniej Lastryko brzmi, kiedy brzmi najładniej – kupił mnie już pierwszy surfowy riff, chwyciły te najbardziej melodyjne, przyjazne fragmenty. Jest to album o temperaturze letniej, co może być jego zaletą lub wadą wedle osobistego gustu. Słychać, że takim go artyści chcieli ugotować, i to im się udało. Udało się też to wszystko bardzo dobrze nagrać i zmiksować, bo to naprawdę jest ładna, przydymiona produkcja, adekwatna do słoneczno-chmurnego klimatu gapienia się w buty bez ostentacyjnej depresji.Lastryko fot.Magda Patocka

Nie będę czarował, że Lastryko to zespół, który odmienił oblicze mojego życia. W te rejony wpadam najwyżej na gościnne występy i przeważnie wolę albo totalny odpał, albo totalnie miękką piosenkowość. Coś w pół drogi niekoniecznie mi pasuje, mimo to potrafię docenić dobrą muzykę nawet, jeśli nie wytrzaska mnie po twarzy. Słyszę na „Lastryko” eleganckie granie z klasą, może zbyt falbaniaste jak dla mnie, ale nawet parobek lubi podpatrzeć jak się państwo na balu bawią, choćby i zaglądając przez okno.

Bartosz Cieślak

Zdjęcie: Magda Patocka

Cztery